Tagi
statystyka Marzycielska Poczta.

Życie studentki

sobota, 10 kwietnia 2010

Choć ogólnie nastrój miałam z rana dobry i frywolny, fajna impreza wczoraj, super towarzystwo i czułam się sexy. Gdy się dowiedziałam o tragedii, to do mnie nie dotarło od razu, dopiero teraz... Szkoda ludzi, bardzo, każdego, nie tylko prezydenta i tych ważnych, ale każdego, kto był na pokładzie.

I co z tą Polską będzie? Przeczuwam zmiany, duże zmiany.

czwartek, 18 marca 2010

Dużo bym spała ostatnio. I sporo wyluzowałam. Chodzi o kwestię chodzenia na zajecia. Chodzę głównie na te, co uważam, że warto. A parę wykładów.. Wrrr. I tak zaliczę.

Oczywiście wszystko w ramach rozsądku.

 

Chętnie bym zmieniłam promotora. Nie mogę się z nią dogadać, z tą babą. Stara i pierdolnięta. Sytuacje niektóre to mnie osłabiają, może później opowiem. Bo np lubię temat mojej pracy magisterskiej, interesuje mnie, wiem co bym chciała napisać. Ale ona większość to neguje, a gdy próbuję dyskutować, to się złości bym poszukała innego promotora. A gdy spytałam o wskazówki w takim razie, to nic mi nie powiedziała konkretnego. Tak nie, bo nie.

Głupia prukwa.

A zaraz muszę do niej iść. Ech!

 

 

poniedziałek, 26 października 2009

 

Poniedziałek- nieźle, nieźle Sporo żartów- od innych i od siebie, z znajomymi. Czytaliśmy dziś parę wierszy Peipera, przy analizie się pośmialismy. Zdanie profesora: Kobieta w poezji 20lecia międzywojennego uzyskała nogę. A tytuł notki- to po naszemu właśnie: kobieta. I jeszcze wygląd sora- miał koszulę i krawat, ale najwyższe dwa guziki miał rozpięte, i tylko kołnierzyk ściśniety dyndającym, cienkim krawatem, a goła szyja. Oczywście starszy, łysawy i ma skrzeczący głos. Bo tu rzeczywistość skrzeczy..

 

Czekam na jeszcze lepsze dni.

Za tydzień wracam na stancję:). Będzie się coś działo wreszcie.

 

wtorek, 19 maja 2009

Wycieczka do Lublina była dla mnie bardzo ważna. Miasto piękne, z klimatem, pogoda dopisała. Trochę przygód było po drodze, ale w końcu dotarłam:).  Ale najważniejsze było towarzystwo. I rozmowa. Szczera, ale do tego powalająca. Świat wygląda teraz inaczej, pewne autorytety legły w gruzach. I serce ściska i żal, że nie byłam wtedy przy niej, że dowiedziałam się dopiero teraz, że nie pomogłam jej. Płakałam jak wracałam. Może przesadzam, ale wywarło to na mnie wielkie wrażenie. Szanuję L. mimo wszystko, kocham i postaram się nigdy nie zawieść. I rozumiem. Nie jesteś samotną wyspą kochanie.

A oprócz tego, tęskni mi się za kimś, kogo nigdy nie widziałam. Wplątałam się w dziwną relację, przyjacielską, ale.. Chcę wiecej. On niby też, ale też "ale".

Oprócz tego przygotowania do sesji, za tydzień, dwa pierwsze zaliczenia i egzaminy. Dużo zapału, wczoraj siedziałam kilka godzin i nie płakałam;D. Spokój na stancji się przydaje:). Jest mi naprawde dobrze. Kombinuję  by zostać na wakacje <tylko nie wiem czy się utrzymam, musze mieć pracę> i na następny rok akademicki. Dostałam super stypendium, własnie szaleję po sklepach- głównie księgarniach hihi.

A i mam wrażenie, że się marnuję jako kobieta. Że mogłabym wiele szczęścia komuś dać. Psychicznego, fizycznego, seksualnego.  Ale nie bardzo jest komu. Marnuję się  i nie umiem na to poradzić...

czwartek, 19 lutego 2009

Propo tego profesora:

Spóźnił się 15 minut. Otworzył nam salę i poszedł się rozebrać. Świeciło słońce, więc pozasłaniliśmy okna, żaluzje były.

Wszedł, powiedział jedno zdanie o czym bedzie wykład i wyszedł. Po chwli wrócił i powiedział, że mamy odsłonić okna i jak nam słonce przeszkadza, to mamy siadać po drugiej stronie sali, gdzie słońce nie sięga. Nikt się nie przesiadł. Powiedział też, że zauważył wchodząc do sali, ze były zapalone wszystkie światła, a to złe jest. Gdyż grupa wchodzac ma obowiazek zapalić światło, a wychodzac- zgasić. Aby takie sytuacje się nie powtarzały, wybrał pana S., aby się tym zajął, czyli gasił i zapalał swiatło, gdy wchodzimy i wychodzimy. Gdy go nie  bedzie, ma się tym zająć panna O., prywatnie narzeczona S. Gdyby zaś ich obojga nie było, ma się tym zająć M. Zapisał ich nazwiska i groził konsekwencjami, gdyby wytyczne nie zostały spełnione!.  

Postanowił włączyć komputer, ale okazało się, że zmienili hasło. Wyjął komórkę i zadzwonił do sekretarki (sekretariat znajduje się po drugiej stronie koryatarza). Panna R. przyszła, wpisała mu hasło (nie wiem czemu nie podała mu przez tel), on zapisał sobie w komórce. Włączył, włożył dyskietkę, próbował właczyć slajdy, ale nie udało mu się. W miedzyczasie powiedział koleżance M. że razi ją słonce i kazał jej się przesiąść, bo nie bedzie mogła się skupić.  Znów zadzwonił do sekretarki, ta mu powiedziała, że trzeba włączyć pilotem rzutnik. Spytał, którym przyciskiem. Ona i my podpowiedzieliśmy że zielonym. wtedy on spytał się nas, który to zielony..!!! Ale spoko, może ma daltonizm. Jako, że na ekranie nic nie było widać, bo w sali było jasno, kazał zasłonić okna i poprosił S. aby zgasił światła. Jedna zaluzja się zepsuła i było widać okna z pół metra (a okna zajmują cała ścianę). Próbował najpierw sam zreperować, a potem wezwał sekretarkę! Ona już lekko wkurzona, pociągała sznurkami i zreperowała <naszą pomoc sor ignorował>.

Profesor siadł na tronie i powiedział, że przez te właczanie komp marnuje sie dużo czasu i mianował Ł. naszego starostę panem od komputera. ma on włączać kom przed wykładem i wyłączać tuż po, oraz zajmować się odpowiednim oświetleniem, znaczy jak będą slajdy, to ma zasłaniać okna.

Siedzieliśmy w ciszy, nie wiedzieliśmy się czy śmiać się czy płakać, on był caly czas poważny i groźny.

Zaczął nam pokazywać obrazy, była mowa o estetyce itp. Podawał nam malarzy, omawiał obrazy, ale cham tytułow wcale nie podawał. Musimy sami poszukać w albumach;/, bo jak na kolosie napiszemy, że taki malarz namalował obraz  co była taka pani, i takie piękne studium jej twarzy jest, a tytułu nie ma, a może nazywac się "Rozmarzona hrabina Pipowska". więc siedzę dziś w albumach malrstwa;/.

I mamy też zakaz ziewania. Kulturalni ludzie potrafią powstrzymać tę czynność fizjologiczną i mamy ćwiczyć już od dziś.

I dał nam pracę do napisania, do oddania do końca następnego tygodnia;/.

Czy nie leczy się takich ludzi? On ma przecież jakąś psychozę, nerwicę czy cuś.

Help!