Tagi
statystyka Marzycielska Poczta.

A to było tak..

poniedziałek, 06 grudnia 2010

Poznałam kogoś  miłego:). Inteligentny, niebrzydki, ambitny, z poczuciem humoru, czuły, nie pije, nie pali itd... Pod wieloma względami go podziwiam. A on całkowicie akceptuje mnie.. Szok. Widzę. że mu zależy, stara się, mogę na niego liczyć. Jestem wciąż ostrożna, nie zaangażowałam się jeszcze tak całkiem. Ale dobrze mi:)). A na Sylwester idziemy na bal:)

 

Z innych newsów- przeprowadziłam się do domu, nie wiem na jak długo i całkiem nieźle mi. Pod paroma względami lepiej niż na stancji. I do świąt powinnam oddać 2 rozdziały pracy mgr:).

Rozwaliło mi się  kilka przyjaźni i z tego powodu jest mi smutno. Ale nie wiem czy chce mi się to naprawiać. Czy się uda.

Więc w jednych sprawach lepiej, w innych gorzej, tak to jest.

Nie ma tak, żeby było całkiem źle i całkiem dobrze.

sobota, 20 marca 2010

No zobaczymy co z tego będzie. Ten weekend to ostatnia szansa dla niego, żeby się wykazać.

Mówi, że mu zależy, tylko że naprawdę ma kłopoty, dużo pracy, że nie ogarnia. I że nie chciałby zerwać naszej znajomości. I żebym się tak nie denerwowała. Mieliśmy kiedyś taki temacik o rozstaniach, jak kto zrywa, jak z nim zerwano, o znajomych itp.
Umówiliśmy się, że jak jedno będzie miało dość, to powie drugiemu, że koniec, że ważna jest szczerość. Ja obiecałam i on obiecał. I właśnie w tygodniu mi przypomniał o tym, że on pamięta i że nie zrywa i prosi, żebym ja nie kończyła tego, co się jeszcze na dobre zaczęło. Powiedziałam, że to tylko słowa. A on- że będą czyny.

Nie wiem, nie wiem, podchodzę do tego sceptycznie. Ale na luzie.

czwartek, 24 grudnia 2009

Wygląda na to, że Nowy Rok zacznie się pozytywnie:). Pod względem finansowym jestem zabezpieczona na pierwsze pół roku;). A to sprawia, że jestem spokojniejsza i bardziej moge się cieszyć świętami;).

A święta.. No czuję klimat. Z mamą, K. i Czarkiem fajnie rozplanowaliśmy prace, wszystko spokojnie i na czas. Wesoło jest, razem wszystko robimy i jest mnóstwo śmiechu, choćby dziś. Jutro wprawdzie mama musi iśc do pracy;/, do 14ej. A na siedemnastą spodziewamy się 24 osób;). W tym roku Wigilia jest u nas, na sporą skalę. Ale damy radę. Fajnie, że będzie nas tak dużo. I dobra organizacja robi cuda. My barszcz zrobiłyśmy (pyyyyszny), pierogi (dooobre) i kapustę (nie jadlam jeszcze;)). ciotki poprzywożą karpie, ryby na rózne sposoby, racuchy, kutię, kompot z gruszki, kluski z makiem itp. Zawsze to mniej roboty niż robić wszystko samemu. Stół już rozstawiony, krzesła, naczynia postawione, pomyte. Na jutro tylko: przystroić stół, posprzątać ostatecznie, umyć podłogi, obrać ziemniaki i ubrać się samemu ładnie. Luz. Nim mama wróci, to to będzie zrobione;).

I mama zrobiła nam miłą niespodziankę z prezentami. Umawialiśmy się, że nie będzie ich w tym roku, a tu ona zaszalała. Nie mogla wytrzymać i jż nam dała hihihi. Dostałam śliczną sukienkę:). Przyda się na Wigilię i na Sylwestra;). Dała mi dziś, bym w razie czego mogła jeszcze wymienić jutro (rozmiar lub kolor). Ale jet ok:). I jak ona się cieszyła, że sprawiła nam tyle radości. Powiedziała, że było jej smutno, jakby nic nam nie dała na święta, że takie kochane dzieci jesteśmy:) hihi. I że tak cały rok klepiemy biedę, to niech chociaż raz w roku się pocieszymy. I że poradzi sobie.

Na pewno jej się odwdzięczę:))).

I w ogóle miło i fajnie między nami. Jak bardzo chciałabym zaprosić do domu kochane osoby jeszcze, podzielić się tym co mam. I sprawiać, by zdarzało się jeszcze więcej.

Kochani, radości Wam życzę i dużo powodów do uśmiechu;)

środa, 02 grudnia 2009

Jestem u mamy, w domu dziś. Brat ma urodziny, przyjechałam z małym prezentem, żeby miło mu było.

 

Rozmawiałam z mamą o świętach. Boimy się ich. To już nie chodzi o pieniądze, że będzie biednie w tym roku. Nie muszą być prezenty czy dużo słodyczy- to nie jest najważniejsze. Bardziej chodzi o ojczyma. Jak spędzić Wigilię? On od kilku miesięcy nie mieszka w domu, zostawił rodzinę na pastwę losu, mama od wiosny nie dostała od niego ani grosza na dom. Jest sprawa w sądzie o separację i alimenty dla dzieci, bo jak na razie on nie poczuwał się do obowiązku. Jest wrednym kłamcą, przed sądem na pierwszej sprawie oskarżył mamę i MNIE, że znęcamy się nad nim, że izolujemy dzieci od niego, że to przeze mnie wszystko. To absurd... Z tym znęcaniem to akurat odwrotnie. Ale atmosfera ciężka. I weź się łam opłatkiem z takim człowiekiem. Bo ja tu nie piszę wszystkiego, co on nam zrobił...

Tradycja mówi, że w Wigilię trzeba wybaczać. A my nie umiemy. Dzieci podzielą się chyba z nim opłatkiem, mama też chce by to zrobiły. A ja chyba nie ścierpię... Mamie też ciężko.

On na pewno przyjdzie. Bo gdzie pójdzie. Już nas raz zostawił w święta, to poszedł do brata chyba. Ale teraz z bratem są chyba pogniewani. I mu na pewno wygodniej w domku by było, przy wybacząjącej żonie i fajnych dzieciach i zastawionym stole. Wygonić, przyjąć? Poszlibyśmy do babci, ale u niej pewnie będzie drętwo i nieprzyjemnie. Zresztą ona po zawale, jak przyjdzie stary, to całkiem się zdenerwuje i może jej zaszkodzić. Więc raczej pójście do babci odpada.

I tak zastanawiamy się co zrobić. Na razie wersja jest taka, że na czas kolacji zamkniemy dom (on nie ma klucza), żeby w spokoju zjeść. A jak przyjdzie wcześniej czy później, by podzielić się opłatkiem z dziećmi, to niech się dzieli. Ale i tak wygląda na to, że tylko Cz. się podzieli. A reszta jest na nie...

Wiem, że trzeba wybaczać, że to szczególny dzień. Ale tak ciężko............

 

niedziela, 29 listopada 2009

Wczoraj było super super super! Chodzi mi o imprezę ze znajomymi w pobliskim klubie. Koleżanka, a raczej przyjaciółka namówiła mnie na wyjście razem w ostatki i jeszcze M i A. Ja dałam też znać Dorocie, ona innym. Zebraliśmy się w sporą grupę, ale głównie bawiliśmy się w szóstkę. I zajebiście było. Piliśmy dużo, ja zawsze 2 piwa max na imprezie, a wczoraj to co najmniej 4 były czy 5- te co pamiętam, a jeszcze łyk tu, łyk tam. Pijani wszyscy byliśmy, ale tak pozytywnie. Mieliśmy głupawkę, dużo żartów. Zajęci faceci tańczyli nie tylko z swoimi dziewczynami, ale ze wszystkimi, nikt o nikogo nie był zazdrosny. Jak ktoś się przypałętał- to zapraszamy. Paliłyśmy też wszystkie, a zazwyczaj nie palimy. Przytulance, żarty.

Lubię moich przyjaciół, są zabawni, sympatyczni, kochani. Nawet z Joanną się wczoraj bawiłam, wesoło było. Może jest głupia, ale od zawsze imprezy z nią  były szalone.

I cieszę się, że Marta była. Tak rzadko chodzi gdziekolwiek, teraz jeszcze jest chora, to już całkiem:(. Ale dobrze się czuła wczoraj, tylko nie mogła za bardzo pić. A jak ślicznie wyglądała! Ma świetną figurę, jej piersi to mój ideał (zgrabne C). Na co dzień ubiera się na luzie i tak trochę nastolatkowo, a jak wczoraj- piękny top, śliczne dopasowane spodnie, obcasy. Umalowałam jej oczy nieco mocniej (na co dzień używa tylko tuszu, na imprezy dotychczas też tylko), wyprostowałam jej włosy. No piękna była wczoraj, każdy jej to mówił i mi się bardzo podobała.

Ja też się czułam ładnie, wygodne buty miałam;), choć na obcasie i włoski już coraz dłuższe i jakoś tak w ogóle. Coraz ktoś mnie zagadywał. Ale wczoraj bawiłam się tylko z Moimi.


A kaca nie mam prawie wcale. I strasznie głodna jestem, choć dziś wypadałoby zrobić sobie oczyszczającą głodówkę. Odtoksynić się;D.

Marta mi przywiozła torebki różnych herbat co ma w domu, bym popróbowałą. Idę zaraz zrobić sobie waniliowej. Ale i tak przede wszystkim będę pić dziś zieloną:).

 

To inni ludzie sprawiają, że każdy dzien jest inny.

środa, 18 listopada 2009

 

Dziś zaczął się dwudziesty drugi roczek. Tradycyjnie przesiedziałam do drugiej w nocy, gdyż o tej godzinie się urodziłam. Niewesołe myśli były. To był ciężki, stresujący rok.

 

Pozytywne rzeczy? :

  • poznanie siostry i spotkania z nią. Ale tylko 4- czyli mało.
  • poznanie Tomka i weekendy z nim. 4- jak mało!
  • zdałam prawo jazdy. Ale zabawne- bardzo rzadko jeżdzę teraz autem, przed prawkiem częsciej;D.
  • wyprowadziłam się z domu! Odważyłam się i jakoś sobie radzę. Ale często bym sobie nie poradziła, gdyby nie pomoc T.

 

I w tej chwili trudno mi sobie coś więcej przypomnieć. Może to, że;

  • jeszcze żyję;D
  • i zapuściłam włosy
  • i trochę schudłam.
  • mam kilku przyjaciół wciąż i zyskałam nowego, szczególnego.
  • fajne praktyki, nauka migowego.
  • w szkole ok, bez większych problemów.
  • poznałam kilka interesujących osób.

 

Ale...

  • jaka SAMOTNOŚĆ
  • ciągła bieda
  • rozstanie się mamy z mężem, to nie jest łatwe. Ja uważam, że to dobra decyzja, ale szkoda, że tak musiało się stać. I ile to nas wszystkich kosztuje.
  • zmierzenie się z swoją niepełnosprawnością, od lat tak mi to nie dokuczyło jak przez ostatnie kilka miesiecy. I nic nie umiem poradzić na to.
  • moje ego jest malutkie
  • ile nocy przepłakanych
  • bezsilność
  • w ogóle brak wiary, nie byłam u komunii od maja i nie wybieram się, nie czuję potrzeby. Ostatnio się kilka razy pomodliłam, ale..
  • katastrofy, które zdarzają się moim najbliższym. To mnie stresuje i martwię się o nich. Szczególnie o mamę. Przez ten rok zrobiła się taka słaba!
  • i ja też jestem
  • MAM CIĄGLE PECHA! jak tylko potrzebuję szczęścia, dobrej woli, czy nawet normalnej sytuacji- to nie wychodzi. Wszystko się pieprzy.
  • I z optymistki stałam się marudą. Pesymistką jeszcze nie, ale...

 

Boję się nastepnego roku. Naprawdę się boję.

 

Chciałabym być po prostu szczęśliwa.

 

 

niedziela, 15 listopada 2009

Wstałam rano, niewyspana, zmeczona po wczorajszych baletach. Marudziłam, jak mi to źle, jaka ja jestem biedna i do niczego. Ale teraz... To był pryszcz w porównaniu z tym, co działo się wieczorem.

Babcia moja mieszka na tej samej ulicy co my, z najmłodszym synem, kawalerem. I wieczorem źle się poczuła, bardzo ją bolał żołądek. I Adam zadzwonił do mamy, czy by nie pojechała z nim do szpitala, a wezwał już pogotowie. Mama w moment się ubrała i poleciała. A potem już poszło...

Zabrali babcię, a Adam z mamą pojechali za karetką autem. Jechali dość szybko przez las. Gdzieś w rowie wylądował inny samochód przed nimi, i karetka wioząca moją babcię zatrzymała się nagle przy tym aucie. A Adam nie zdążył wyhamować i stuknął w karetkę. Nie miał pasów zapiętych i wybił swoją głową szybę. Mama miała zapięte i cudem się jej nic nie stało. Notabene- to drugi jej wypadek samochodowy w tym miesiącu, co auto jest skasowane, a ona cało tego wychodzi. Karetce odpadł tylko zderzak i zarysowana karoseria, zać Adam ma cały przód skakowany. Babcia mało zawału nie dostała, ciśnienie jej skoczyło. Przyjechała druga karetka, policja i straż pożarna, wyciągali tamten samochód z rowu. Adam zalany krwią, mama się trzęsła. Zadzwonili po resztę rodzeństwa, przyjechała ciotka z mężem prosto z wesela, ubrani na galowo, są niepijący, więc byli trzeźwi i jeszcze wujek L. i mój brat cioteczny, jednym słowem- pół rodziny. Odholowali Adama do domu, a drudzy pojechali do szpitala, za babcią.

A w szpitalu.. Zrobili jakieś badania i wyszło, że babcię boli, bo ma jakiegoś guza w żołądku. A jej mama zmarła właśnie na raka żołądka... Ogarnął nas zimny strach...

I jesteśmy w takim szoku, że śmiać nam się chce. Do tego pecha brakuje tylko tego, by ktoś przyszedł i podpalił nam dom.  Nie zdziwiłabym się.

czwartek, 01 października 2009

Teraz to nie wiem, po co wróciłam do domu. Może, żeby spróbować znów, że podobno tu jest moje miejsce na ziemi, że ten dom też ja budowałam , dołożyłam się i finansowo i fizycznie i psychicznie. Powinnam tu mieszkać. Być z rodziną, która mnie potrzebuje, zwłaszcza mama. Rodzeństwo też, choć czasami trudno się dogadać. Wyprowadzałam się w złości, w desperacji, na skraju załamania nerwowego. Teraz jestem spokojniejsza, mniej znerwicowana. Chcę spróbować żyć z moimi najbliższymi, przecież ich kocham.

Była też kwestia pieniędzy. Na październik spodziewałam się małych dochodów, stypendium przyjdzie dopiero w listopadzie. Miałabym z czego opłacić stancję i wszelkie rachunki, ale na życie- zostałoby mi mniej niż minimum. Mama też ma cieniutko, do 10ego daleko. Gdybym jej odpaliła choćby połowę tego, co mam czy dawała na bieżące potrzeby- byłoby jej o wiele łatwiej. Dla mnie też luz, bo druga połowa dla mnie, na swoje wydatki, spokojnie kupię sobie buty na jesień i wszelkie duperele.

Ale zostawiłam sobie perspektywę powrotu. Mogę wrócić do mieszkania na listopad. Bo chodzi o to, że K. moja współlokatorka miała się wyprowadzić przed 30 września, właścicielka znalazła już chętne na miejsce K. Ale K. ktoś tam wyrolował i nie miała dokąd się wyprowadzić. I ja zaproponowałam K., żeby zamieszkała na miesiąc w moim pokoju, zapłaciła rachunki i spokojnie przez miesiąc szukała następnego mieszkania. Z ulgą się zgodziła. Więc tylko przeniosła się z pokoju do pokoj.:)

Gdybym jednak postanowiła zostać w domu na stałe- dam jej znać. A jak nie- mogę wróćić.

Teraz okazuje się, że dochody na październik jednak większe i byłabym na plus.. Ale już głupio wycofywać się, K. robić kłopot i mamie przykro by było. Bo nie jest tak, że wróciłam, bo mało pieniędzy mam. Już od jakiegoś czasu myślałam nad powrotem.

Ale nie jestem happy. Najszczęśliwiej i super by było, gdyby tu dobrze było i nie musieć się martwić o nich i mieszkać sobie samej niezależnie i radośnie.

Ale nie ma tak dobrze. Ehh..

 

środa, 30 września 2009

Wracam do domu. Na miesiąc.

Chcę i nie chcę i muszę.

Zobaczymy jak to będzie.

 

Później napiszę dlaczego.

sobota, 25 lipca 2009

Wytypowana przez ms.blond biorę udział w zabawie. Chodzi o to, że piszemy kto nas w to wpakował, potem piszemy 6 prawd o sobie, potem wybieramy 6 osób i piszemy, że mają zrobić to samo.

A więc:

1. Przyznaję się wszem i wobec, że marzy mi się studiowanie psychologii. Tylko nie miałam/nie mam odwagi spróbować i nie wiem, czy dam radę. To moje niespełnione marzenie.

2. Mam słaby słuch i to może być problem.

3. Ale przedmiotów ścisłych nie chcę, nie mogę studiować, bo mnie to w ogóle nie interesuje i ciężko mi pojąć.

4. Dowodem na to, że umysłem ścisłym nie jestem jest to, że miałam poprawkę z matematyki w drugiej LO. Na szczęście w semestrze zimowym, a nie letnim, więc tylko ferie zakuwałam, a nie całe wakacje.

5. Pierwszy raz pocałowałam się jak miałam 14 lat. Kiedy straciłam dziwictwo- nie powiem:P

6. I uwielbiam kosić trawę. Kosiarką. To nic, że jestem zakurzona, brudna, ręce bolą. Lubię i już. I robię to najdokładniej ze wszystkich w rodzinie.

 

Do odpowiedzi typuję:

  • Lidkę- może napiszesz coś w koncu na blogu

http://bluebutterfly.blox.pl/html

  • Homera- pobaw się, pobaw się, jestem ciekawa co napiszesz.

http://homer.blox.pl/html

  • Dziewczynkę- to w ramach autoterapii:)

 http://aalkoholiczka.blox.pl/html

  • Kobietę Nieprasującą- okazja by napisać coś dla potomnych i fanów.

http://nieprasujaca.blox.pl/html

  • Pistację- bo lubię.

http://pistacja.blox.pl/html

  • Vidal_sasun - nie wiem, czy będziesz chciała, ale klepię w ramię

http://tolamonola.blox.pl/html

 

Uff, to chyba wszystko:)

wtorek, 21 lipca 2009

To nie Ten. Chyba.

Przede wszystkim jesteśmy przyjaciółmi.

Ale niczego nie żałuję.

Długi weekend, razem. Wspaniale się rozmawia, czas mija szybko, były chwile, co można je nazwać jednymi z najcudowniejszych w życiu.

Ale oboje stwierdziliśmy, że powinna być większa chemia, że za bardzo jest między nami po przyjacielsku. On nie umie jeszcze kochać, ja chciałabym czuć coś bardziej. Gniewu nie ma. Najwyżej lekki smutek. Ale też i uśmiech, że to co nam się zdarzyło... Było wspaniałe i tylko nasze.

Tomek, dzięki za wszystko.

poniedziałek, 13 lipca 2009

Nawet nie wiem jak opisać ostatnie dwa dni. Tak było szczególnie. On jest szczególny. Ostatnie pół roku był cały czas przy mnie. Tyle, że myślami, wirtualnie, telefonicznie. Dużo zwierzeń, rozmów, sprawy o których często nie mówiłam komuś innemu. To, co on nauczył mnie, to co ja nauczyłam jego, to co daliśmy sobie nawzajem. Ta znajomość jest dla mnie ważna, bardzo.

Z okazji moich imienin przyjechał w sobotę. Kwiaty, uśmiech, pierwsze wrażenie- miłe, początkowe skrępowanie. Ale niemal od początku mieliśmy o czym rozmawiać ze sobą. I jak już usiedliśmy w mojej kuchni, to dalej poszło gładko. Buzie nam się nie zamykały, wciąż są rzeczy, o których nie wiemy, a są ważne. I te nieważne też chce się wiedzieć. W ogóle T. jest z najinteligentniejszych facetów, z jakimi miałam do czynienia. No znam swoich profesorów, ale z nimi nie siedzę na swoim łóżku z szklanką wina w ręku (nie mam na stancji kieliszków:D). Ale nie wypiliśmy dużo, szybko nam w głowach zaszumiało:))). Spacer na otrzeźwienie, kino, byliśmy na Brunie, pośmialiśmy się. Ogólnie dość dużo się uśmiechałam. Choć odjeżdzając powiedział, że do końca nie jest pewien, czy jestem rozczarowana, czy zadowolona. Ale cóż, nie umiem tak bardzo okazywać emocji, chciałam powstrzymac się z wszelkimi deklaracjami, ja tylko cieszałam się chwilą. Śmialiśmy się, ja też płakałam. Mam kilka przykrych wspomnień, o których nie chciałam mówić przez gg czy sms, nie nadawało się za bardzo. Jego przytulenie... Jak przyjemnie, gdy jest blisko.

Spaliśmy krótko, czas szybko zleciał, bardzo, tak żal, musiał jechać. Daleko mieszka, dopiero na 23 był w domu:(. Spotykanie się bedzie męczące, on i tak ciężko pracuje, szkoda mi go.

Poznał moje współlokatorki, Lidkę, z którą jechał jednym busem do Lublina:). Nieśmiały jest, ale fajny. I przystojny. Bardzo młodo wygląda. Ja go bardzo lubię:).

I ufam. Nie zawiedzie, nie zrani, nie będzie chciał mnie skrzywdzić. Wierzę mu.

niedziela, 21 czerwca 2009

Niektórzy to powinni się leczyć! Psychicznie! Wkurwił mnie kumpel. Przyszedł niezapowiedziany, na doczepkę do koleżanek, były jednej z nich. Głupie teksty, zachowanie jeszcze gorsze. Powiedziałam, żeby zachowywał się normalnie, bo go wyproszę. To obraził się, powiedział, że wyjdzie sam. A potem sms że jestem idiotką, że zazdroszczę tej koleżance, że on ją kocha itp.

Wkurw!

Niech spierdala!

środa, 17 czerwca 2009

Tak, poznałam go na imprezie w sobotę. Kolega kumpla. Przechodząc koło niego zagapiłam się w jego oczy, że nie zauważyłam, kto koło niego stoi. A stała Wielka Ka ze swoim chłopakiem! Tyle, że odwróceni tyłem. Dopiero jak wracałam, to spojrzałam z kim on stoi i radość spotkania, bo wcale nie spodziewałyśmy się w tym klubie spotkać. Zaraz zeszłam na dół, do znajomych, z którymi przyszłam na imprezę. Poprosił Adriana, by nas zapoznał, zagadywał, świetnie nam się rozmawiało. Brązowe oczy, brunet, starszy jak lubię . Dobrze zbudowany, ładnie się ubiera, zajebiście pachnie. I fajny. Zaprzyjaźnił się z moimi znajomymi. Miałam trochę problemy w weekend, to zaopiekował się, zaradził, próbował pomóc w czymś innym. Bardzo mi się to spodobało. I okazało się, że mamy sporo wspólnych znajomych.

Nie jest nieśmiały, ale nie nachalny. Szanuje mje zdanie i poglądy. Spotkaliśmy się też w niedzielę i w poniedziałek. Bo musiał wyjechać na delegację, wróci w nast. piątek, chciał się pożegnać.

Nie tęsknię, bo nie znam go jeszcze dobrze. To tylko bardzo miły weekend. Wreszcie fajna niedziela:).

Powiedziałam mu o czymś ważnym dla mnie, czego się wstydzę, a nie mam na to wpływu. Ale nie zraziło go to, zachował się miło, powiedział, że się domyślił. I dalej chce utrzymywać kontakt, mówi o spotkaniu, planuje co będzie jak wróci.

Zobaczymy. Nie ufam mu jeszcze. Nie jestem zakochana, choć chemia jest. Dużo myślę o kimś innym, jest inna relacja bardzo ważna dla mnie. Wczoraj go zobaczyłam, to cały dzień buzia się śmiała. I to za nim tęsknię.

Który bardziej się postara?

A tak to jeszcze chciałam się pochwalić, że mam prawie same piątki i czwórki:). Jeszcze trzy zaliczenia- dwa egzaminy i kolokwium i będzie po wszystkim.

A po pierwszym lipca przyjeżdza Iza:):):):).

wtorek, 16 czerwca 2009

Poznałam kogoś:).

 

sobota, 06 czerwca 2009

Skasował mi się taki długi wpis! Kuzwa, nie chce mi się pisać jeszcze raz. Sorry.

niedziela, 19 kwietnia 2009

Podjęłam decyzję. Wyprowadzam się z domu. Na razie na maj i czeriwec. Chcę odpocząć, bo zwariuję. Czuję się jak w klatce. Długo by pisać co czemu i jak. Ale mam nadzieję, ze postanowienia nie zmienię.

Od następnego tygodnia szukanie mieszkania.

Aby tylko się udało.

wtorek, 31 marca 2009

Moja babcia wybrała się na przejażdzkę rowerem po południu. Jako trasę wybrała prostą drogę do sąsiedniej miejscowości, wśród pól i lasków. Chciała odetchnąć świeżym powietrzem, zrelaksować, lekarz zresztą zalecił jej ruch. Minęły ją dwa skutery, na jednym jeden chłopak, na drugim dwóch. Jechała poboczem, oni ją minęli. I po chwili zawrócili, jeden z skuterów podjechał, kierowca przybliżył się, a jego pasażer walnął moją babcię z całych sił w plecy...!!! I odjechali dalej, śmiejąc się, a ten co walnął, machal ręką, że jak go zabolało. Noż kurwa.... O tak sobie uderzyć kogoś, kto jedzie drogą rowerem i na dodatek starszą kobietę??? Babcia mało nie spadła z roweru, zatrzymała się i się rozpłakała. Z bólu- koleś ją walnął w dół pleców, w nerki i z szoku. Że taki gnojek podniósł na nią rękę.

Nie wiemy kto to, bo byli w kaskach, a babcia nie zwróciła uwagę na numery rejestracyjne, była w szoku, a oni szybko odjechali. Wróciła rozstrzęsiona, plecy pobolewają, przecież ma prawie 70 lat. Ja też się zdenerwowałam. W głowie mi się nie mieści! Takie chamstwo!

czwartek, 01 stycznia 2009

Ręce opadają, wszystko mnie boli, a głowka najbardziej:D.

Miałam taki dłuższy wpis zrobić, podsumować rok, ale mi sie nie chce.

Sylwester był ok. W babskim gronie, na własne zyczenie spławiłysmy gośći, co chcieli też się przyłączyć. Z różnych powodów. W ogóle to dowiedziałam się niemiłej prawdy-koleś z którym ostatnio kręciłam, działa na dwa fronty. Niby to tylko flirt był, propozycje różne, ale dziko mi się zrobiło. Wolę być tą jedyną. Cóż rozczarowanie kolejne.

Ale czego mogłam się spodziewać. Facet, któremu naprawdę zależy bez większego problemu znajdzie czas, żeby się spotkać, postara się, tak konkretnie. Jest zdecydowany lub jakos pokazuje, że mu zależy. nib L. dużo pisał, niby spotkaliśmy się kila razy, ale nie czułam się tak szczegółnie. To chyba nie było to.

środa, 17 grudnia 2008

Dokładnie 2 lata temu bliska mi osoba popełniła samobójstwo.

Tak, tydzień przed świętami.

To juz trzecie święta, kiedy bezbrzeżny żal ściska serce, kiedy zamiast radości jest smutek. Kiedy w atmosferę świąt wkrada się lęk- czy na pewno wiesz jak bardzo cie kocham? Uścisk rąk jest mocniejszy, podczas dzielenia się opłatkiem płyną łzy. Dlatego nie umiem się nimi cieszyć, bo wywołują wspomnienia, wspomnienie najkoszmarniejszych świąt w moim zyciu. Kiedy zawalił się świat, kiedy straciłam wiarę w ludzi, w siebie. Kiedy pytam- Boże dlaczego??

Czy byłam temu winna? Czy byli inni winni? A może ta osoba? Czy dało się coś zrobić? A może tak miało być, może to była tylko i wyłącznie jej decyzja? Sposób w jaki to zrobił pokazał pełną premedytację- zatarcie wszelkich śladów, spalenie wszystkich dokumentów, wielu zdjęć. Ale żadnego listu, z nikim się nie pożegnał. Nawet ze mną. Nawet!!!!!

 
1 , 2