Tagi
statystyka Marzycielska Poczta.

Filozoficznie

poniedziałek, 01 listopada 2010

 

Zasmakować w życiu, ale tak naprawdę,

Żyć na full tu, dopóki nie zgasnę.

Nie zdać się na losu łaskę, ruszyć z miejsca.

Mieć to coś i kochać to z całego serca...

środa, 23 czerwca 2010

Jestem świadoma swoich ograniczeń, a jednocześnie buntuję się przeciw nim. Niby wszystko zależy ode mnie, ale nie wszystko.

I złoszczę się na siebie, że tęsknię za kimś, komu na mnie w ogóle nie zależy.

sobota, 19 czerwca 2010

Kurde, co z tymi facetami? Jak jesteśmy z nimi, to wszystko cacy, miłość, jaki on super, złapałam Pana Boga za nogi, och i ach. W oczy patrzy, szarmancki, miły, fajny itp. Później rozstanie - obojętnie z jakiego powodu i czyjej winy.

I wtedy wychodzi zazwyczaj szydło z worka. Jaki on cham, świnia, niekulturalny. Albo olewa cię szybko - przykro i smutno, albo nie odpuszcza. I wtedy nachalny, zawraca głowę. Ta nachalność często przybiera formę aż psychiczną - słyszałam o gwałtach popełnionych przez ex, nachodzeniu w domu, śledzeniu, prześladowaniu. Okazuje się też, że większość twoich znajomych nie lubiło naszego chłopaka, dziwiło się jak mogłyśmy z nim wytrzymać. Koleżanka po rozstaniu z jednego powodu, dowiedziała się, że jej chłopak ją zdradzał przez cały związek. Nagle słyszymy mnóstwo negatywnych opinii.

Sam ex zachowuje się często żenująco i okropnie. Zero kultury. Albo robi jakieś dziwne akcje, albo traktuje cię jak powietrze, albo na przykład na imprezie wyrywa panny i pcha się z nimi na ciebie, choć sala jest naprawdę duża i mogłby z nimi potańczyć choćby kilka metrów dalej. Ja jeszcze mam coś takiego, że prawie każdy z moich byłych ma pannę po mnie o wiele brzydszą ode mnie. To nie jest, że ja jestem subiektywna, ale no naprawdę same pasztety mają teraz. To też dziwne, bo na przykład w dwóch przypadkach to faceci naprawdę przystojni i że normalnie oglądają się za nimi dziewczyny, że ja byłam zazdrosna będąc z nimi i teraz widzę, że no ale z ciachem byłam. A oni wybierają takie okropne, że aż mi żal. Trzeci ex to co wpadł, to on akurat piękny nie jest, ale wpadł z taką, że szkoda gadać, no i mi aż głupio jest i wcale mi nie jest miło, że jestem ładniejsza i fajniejsza od niej.

A wpis wziął się z piątkowych rozważań przy piwie z przyjaciółką. Byłyśmy w klubie i spotkałam dwóch facetów, co z nimi kiedyś kręciłam. O jednym mi koleżanka powiedziała, że ma teraz opinię "jebaki" i co pozna dziewczynę, to jej nie odpuszcza, że nie bawi się w chodzenie, tylko od razu zmierza do łóżka i zalicza po kolei. No, ale mnie nie przeleciał, hehe. Choć chciał i się starał. Z pewnych powodów pokłociliśmy się, a raczej skłócił nasz wspólny znajomy. Ale przynajmniej traktuje mnie w miarę z szacunkiem i ze spotkań z nim najbardziej zapamiętałam rozmowy i to, że mnie całował po rękach. A drugi - żenada. Spotykałam się z nim niedawno, nie wiem co się stało, że przestał się odzywać i przyjeżdzać. A ja nie pisałam do niego i się nie pytałam. A wczoraj od dłuższego czasu go po raz pierwszy zobaczyłam. On mnie też widział, ale nie podszedł, nie powiedział cześć. Nie zauważyłabym go, gdyby mi koleżanka nie powiedziała. I mnie ewidentnie unikał. Dlaczego? Bał się wyrzutów, że dam mu w pysk? W sumie należy mu się. Umówiliśmy się, że jak jedna strona nie będzie chciała się z pewnych powodów spotykać, to powie otwarcie drugiej. A on co? Ładnie słowa dotrzymuje! I zero grzeczności.

Ogólnie jestem rozczarowana swoimi byłymi. Jakoś z żadnym nie jestem w przyjaźni. Albo olewka i zero kontaktu, albo foch ze którejś z stron, albo mnie denerwuje i nie chcę z nim rozmawiać. Wiem, nieładnie, ale to nie moja wina.

I tak smutno...

 

wtorek, 08 grudnia 2009

Bardzo ciężko o dobrego ojca. Naprawdę znam niewielu facetów, których można określić : jest fajnym, dobrym ojcem. Prawie wszyscy moi znajomi mają coś do swoich, jakieś żale, brak kontaktu, a czasami nienawiść.

Mój ojciec zrobił w bambuco moją matkę i w ogóle nie było go w moim życiu- poza paroma listami przed jego śmiercią.

Mój ojczym uczynił koszmarem wiele lat mojego i mojej mymy życia.

A mój dziadek, którego nazywałam tatą, jak byłam mała- zostawił mnie i moją mamę bez pożegnania.

 

Cóż mogę więcej dodać.

Ale staram się wierzyć jeszcze w mężczyzn.

 

 

 

 

sobota, 31 października 2009

Św. Jan od Krzyża uważał, że przy końcu świata bedziemy sądzeni z miłości. Stąd taki żal zmarnowanego, czy utraconego uczucia.

Często zapominamy, że miłość na tym polega, że nie kocha się za coś. Że kocha się po prostu, pomimo wszystko, za to, że ten ktoś jest...

niedziela, 25 października 2009

Nie umiem się ostatnio modlić. Zatyka mnie wtedy, nie potrafię mówić od siebie. Prosić, przepraszać,zawierzyć, dziękować. Myśli rozlatują się we wszystkie strony, trudno się skupić. Ale mam ostatnio myśli, aby zacząc znów. Że może te wszystkie kłopoty są od Niego, by przypomnieć, że nie mogę bez Niego nic.

Ale tak ciężko wrócić. Bo najpierw powinno być: Przepraszam. A nie czuję się winna, nie żałuję. Bo czego?

Dużo wątpliwości, złości, negacji, niechęci.

Ale czasamitak mi ciemno...

 

 

O Najwyższy Boże nasz,
Przechwalebny Stwórco,
racz rozjaśnić ciemność
serca mego Panie.
Daj prawdziwą wiarę,
wytrwałą nadzieję,
doskonałą miłość oraz zrozumienie.
Abym mógł wypełnić, Panie, Twoją świętą wolę.
Abym mógł wypełnić Twoją nieomylną wolę.

środa, 14 października 2009

Boję się samotności. Teraz jestem przyzwyczajona, na codzień mi nie przeszkadza. Mam zajęcia, dom, przyjaciół, rodzinę, czas dla siebie, na naukę itp. Ale wizja samotności do końca życia.. Przeraża mnie.

 

Nie zakochać sę nigdy z wzajemnościa? Nie powiedzieć TAK komuś ukochanemu, wymarzonemu? Boję się porodu, ale chciałabym wziąć na ręce swoje dziecko. Będę je kochała najmądrzej jak potrafię. Chciałabym z kimś przeżyć życie, dawać komuś radość i szczęście i swoje serce i swoje ciało. Komuś się podobać, z kimś się starzeć i przy kimś młodnieć. Odkrywać z nim świat.

 

Nie, nie chcę być zawsze sama.

 

wtorek, 06 października 2009

Jeszcze tak mało o mnie wiesz..!

sobota, 03 października 2009

Moja miłość to głównie tęsknota. Niezaspokojona. Czekam i czekam. Na próżno? Ale wciąz mam nadzieję.

Choć czasem to mi ręce opadają.;/

poniedziałek, 28 września 2009

Drobiazg do drobiazgu i czasami zachowuję się jak jędza i histeryczka w jednym.

sobota, 05 września 2009

Ostatnio ktoś mi zwrócił uwagę na to, że oceniam ludzi, dokonuję podziałów. Na inteligentnych i głupich, na wartościowych i nie bardzo. Że strasznie mnie odrzuca od ludzi bez marzeń, prowadzących jałowe życie, żyjacych tak beznadziejnie. Może dlatego, że sama nie chcę tak żyć, że dopiero teraz udaje mi się układac plany i realizować je. Może moje izolowanie się od takich osób jest podświadomym pragnieniem zapewnienia sobie sukcesu. Ale.. Czy ja mam prawo oceniać? Przecież ja nie jestem idealna, przecież moje życie jest wciąż niezbyt rewelacyjne -gdzie podróże, zupełna samodzielność, rozległa wiedza? Jeszcze się nie uwolniłam od swoich lęków, nerwic, jeszcze nie umiem zapanować nad samookaleczaniem się, nad swoimi słabościami. Wciąż są dni kiedy nie umiem zebrać się w kupę i tylko bym spała i plakała. Wciąż nie znalazłam dobrej najlepszej recepty na życie. I jak dawno tak szczerze, cały sercem się nie śmiałam..

Spytał mnie ktoś też (bardzo wartościowa rozmowa) jak zareagowałabym, gdyby ktoś mi powiedział: Olka, jesteś głupia. Po zastanowieniu się dałabym odpowiedź: Bardzo możliwe. Wiele rzeczy nie wiem. Nie jestem mądra. Proszę, powiedz mi co mam robić by nie przegrać swojego życia.

środa, 22 lipca 2009

Wszystko się zmienia, ale wciąz tak samo...

sobota, 23 maja 2009
Czy wszystko się moze zdarzyć, gdy głowa pełna marzeń?
piątek, 03 kwietnia 2009

Ostatnie miesiące to czas zwątpienia i niewiary. Do kościoła chodzę rzadko, u spowiedzi byłam gdzieś tak jesienią i nie śpieszy mi się. Dużo podawać by powodów tego. M.in. jest to pewne uświadomienie, dostrzeżenie świata nie tylko przez pryzmat Kościoła katolickiego. Antropologia kultury, filozofia, etnografia. Do tego przekonanie się, że Kościół nie jest taki Święty, nie Jedyny i niejednolity. Apostolski też słabo. Z niektórymi prawdami wiary ciężko mi się zgodzić. Poglądy mają zacofane. Historia Kościoła bywa czasami śmieszna- bo z głupoty też można się śmiać.

Nie wszystko mi się w Kościele podoba. A jakiś czas ktoś mi powiedział, że to nie taca, że można wybierać to co fajne, a zostawić to co dla mnie fe. Nie chcę oszukiwać, być obłudna, fałszywa. Udawać wierzącą, lub nawet nią być, w miarę praktykować, ale nie stosować wszystkich zaleceń. Bo albo się jest członkiem kościoła całym, albo wcale.

Szczególny bunt budzi we mnie spowiedź. Nie chcę, nie mogę, nie mam ochoty. Komunia jest szczególnym przeżyciem, ale po dobrej spowiedzi. Ja takowej nie doświadczam. Po co spowiadać się z rzeczy, których nie żałuję? Mam obiecać poprawę-ale przecież nie dotrzymam. A nie chcę rzucać słow na wiatr, udawać pokorną, by pokazać rodzince i znajomym, że o to idę do komunii, czyli jestem grzeczna, pobożna, ufająca. A własnie że nie- jestem wątpiąca, bez chęci do praktyki. Msze mnie nudzą. Parada mody w kosciele też- patrz jak ona się ubrała, a z jakim facetem przyszła. Ale on ma brzydką żonę! Itp.

Mama, która z wiekiem staje się dewotką na początku próbowała mnie nawracać, przymuszać lekko, bym chodziła. Ale wie, że jestem uparta i sobie odpuściła. Powiedziała, że jestem dorosła i to moje życie. Super, atmosfera od razu zrobiła się lepsza. Szanuję jej wiarę i nie chcę burzyć jej spokoju swoimi wątpliwościami. Bo wiem, że jak się wierzy, to życie jest łatwiejsze, prostsze. Ale.. Nie, nie potrafię się przemóc, wrócić do tamtego stanu sprzed kilku lat np. kiedy wierzyłam głęboko, kiedy moje modlitwy odnosiły skutek, kiedy było jaśniej. Opór, bunt.

Jeszcze rok temu było dobrze. Wtedy pojechałam z koleżanką z roku na akademicką pielgrzymkę do Częstochowy. Ona nie bardzo chciała jechać, ale namówiłam ją. Było super. Poznałyśmy mnóstwo ludzi, głównie z naszej uczelni, kilka znajomości jest do dziś. Ciekawie spędzone 3 dni, świetna atmosfera, odmiana, mały cud. Matka powiedziała mi coś, posłuchałam się Jej, nie żałuję. To był ciężki czas, wróciłam wzmocniona. Ostatniego dnia była przysięga, że za rok wrócimy.

No właśnie.. Przysięgłam, ze wrócę. 24-26 kwietnia jest kolejna pielgrzymka. A. mnie namawia, teraz ona jest tą bardziej chętna. Używa tych samych argumentów co ja rok temu:). No i przysięga obowiązuje. Może to zmieni coś w moim życiu. W jej zmieniło, teraz ona jedzie by podziękować. Nie śmiem wierzyć, prosić...

I jeszcze jeden problem... 27 kwietnia, w poniedziałek o 9 rano mam egzamin z prawa jazdy. Jeśli pojadę na pielgrzymkę, nie będę miała czasu się przygotować. jazdę doszkalającą będę mogła mieć w takim razie w czwartek <bo wyjazd jest w piątek w południe>, będę zajęta, wrócę w niedzielę wieczorem, a dwie zarwane noce na pewno nie wpłyną pozytywnie na koncentrację. Z drugiej strony na egzaminie to dużo zależy od szczęścia. Jeżdzę dobrze, nie miałam nigdy stłuczki, ostatni egzamin bym zdała, gdyby nie pech już pod koniec jazdy. Nawet egzaminator odwożąc mnie do WORDA mówił, żebym się nie przejmowała, bo jeżdzę dobrze i następnym razem zdam, tylko tego dnia pecha miałam. Testów moge nauczyć się wcześniej. I zawsze mogę zdawać kolejny raz:D.

Ale musiałabym pójść do spowiedzi... Bo głupio będzie jak wszyscy będą szli do Komunii, a ja nie... Wypadałoby w ogóle iść teraz, przed świętami. Ale tak mi się nie chce...

Nie wiem, co jeszcze zrobię.

czwartek, 02 kwietnia 2009

Jeśli o czymś lub o Kimś marzę, to wszystko, to co sobie wyobraziłam się NIE spełnia. Albo rzeczywistość jest inna i dzieje się zupełnie inaczej niż w mojej wyobraźni. Jeśli na czymś mi zależy, jesli czegoś pragnę, staram się myśleć jak najmniej. Bo inaczej zapeszam.

Ostatnio za dużo myślałam.

niedziela, 29 marca 2009

To co się dzieje w tej chwili, wydaje się błahe, nieważne, niewiele warte. Jednak gdy już będzie za mną, wypięknieje i zyska czar. Urośnie, nabierze wagi. Że nawet rzeczy, sprawy, osoby złe nabiora jakiejś pozytywnej wartości. Bo stało sie to po COŚ. Po to, bym stała się taka, jaka jestem. I będę może nawet tęsknić. Wspomnienia...

środa, 11 marca 2009

Usłyszałam ostatnio, że zachowuję się jak śpiąca królewna. Że tylko leżę, śpię i czekam na swojego księcia, co by mnie obudził. Różni podchodzą, całują, lub próbują, ale nie udaje im się mnie obudzić albo stwierdzają, że jestem taka zimna, to może lepiej nie będą próbować.

Być może. Bo ja jakaś staroświecka jestem. Jeśli spotykam potencjalnego kandydata na faceta, to zawsze przyjmuję stanowisko, że to on powinien się starać, a ja tylko przyjmuję jego starania. Mężczyzni to myśliwi, lubią zdobywać. Nie sądzę, by szanowali kobiety, które im się narzucają i szybko wskakują do łózka. Chyba, że to desperat:D. Zawsze jestem z dystansem. Zdarzało mi się pierwszej pocałować faceta, zwłaszcza gdy widziałam, że chciałby, ale jest zbyt nieśmiały, by się na to odważyć. Jeśli kogoś polubię i mam ochote mu o czymś powiedzieć, lub mi go brak, też odzywam się pierwsza.

Ale żeby szukać, zabiegać o względy, zaczepiać? Nie... Na pewno nie podeszłabym do kogoś nieznajomego, czy na ulicy czy na disco i zagadywać go i flirtować. Wolę poczekać. Nie szukam, ja czekam.

I to może złe jest. Obudzić się, otworzyć oczy i rozglądać sie? Yyyy....

czwartek, 05 marca 2009

W sumie lubię ludzi. Są jacy są, ale to ludzie. W każdym coś złego, ale i coś dobrego. Tylko od nas zależy, co ujawniamy więcej, czy ta złą naturę, czy dobrą. Dużo zależy od otoczenia- rodziców, przyjaciół, znajomych. Determinizm środowiskowy, cechy jakimi nas obdarzyła natura, to co nas w życiu spotkało, fatum, łut szczęścia lub ogrom nieszczęścia- to wszystko warunkuje to, jacy jesteśmy.

Najważniejsze to być sobą i nie krzywdzić innych.

niedziela, 15 lutego 2009

O tylu rzeczach zapomniałam, o tylu sprawach nie pamiętam, o tym co mam i co miałam zrobić. Wszystko z głowy umyka, myśli się błąkają. Sprawy ważne i nieważne. Załatwić to, tam i po to. Zadbać o zdrówko, porobić badania, poukładać sprawy urzędowe, poszukać papierów, które mi się "zagubiły". Wszedzie chaos, bałagan, wokół mnie i we mnie. Zwalałam na "później", teraz nie wiem za co się wziąć. Ciągle mam wrażenie, ze coś przeoczyłam. Nie chodzi o tylko sprawy takie doczesne, materialne, ale że zaniedbałam kogoś, że ktoś sobie myśli, że Ola ma go gdzieś, nie odzywa się. Brakuje mi kogoś, nie wiem kogo. Przejrzę książkę telefoniczną, listę na gg, znajomych na NK. Może warto się do kogoś odezwać, chyba ktos mnie potrzebuje, jakiś niepokój w sercu mam.

A może Bóg mnie woła? Opuściłam Go ostatnio, prawie wcale się nie modliłam, do kościoła rzadko. Dziś się wybrałam wyjątkowo. Od kilku dni właśnie rozważam powrót, pogodzenie się. Spróbuję pójść do spowiedzi, Komunia, wiecej modlitwy. Pogubiłam się, tak ciemno mi czasem. Mózg taki zmęczony i myśli puste, rozpaczliwe. I cisza wokół i bardziej boli.

W mroki pamięci się zagłębiam. Szukam po omacku celu, drzwi, przez które miałam przejść, a nie przeszłam, lub może tych, przez które przeszłam niepotrzebnie, może zdążę się wrócić. Szukam słów zapomnianych, wspomnień, które blakną, osób, które się w mej pamięci rozmywają, a przecież kochałam ich.

Na dnie, głeboko w mym sercu jest obraz ciepłego dzieciństwa, uśmiech Dziadka, tańce z wujkami, śmiech i zabawa z przyjaciółmi. Czas, kiedy problemy rozwiązywały się, jak tylko Mama przytuliła. Świat, którego nie rozumiałam, nie słyszałam, a na który patrzyłam swoimi wielkimi szarymi oczami. I wiara moich bliskich w to, że Ty Ola bedziesz kimś, tylko się nie poddawaj. A Kim jestem? Kim???

czwartek, 05 lutego 2009

Ludzie, ludzie, czy wy wiecie gdzie jest szczęscie na tym świecie?

 
1 , 2 , 3