Tagi
statystyka Marzycielska Poczta.
sobota, 02 stycznia 2010
Było zajebiście. dopiero dzis jestem całkiem trzezwa:)
czwartek, 31 grudnia 2009
Szczęśliwego Nowego Roku:
  • aby wszelkie ryzyko opłacało się,
  • aby odwagi nie zabrakło,
  • aby szczęscie było,
  • aby nie być krzywdzonym i nie krzywdzić nikogo,
  • marzeń i ich spełnienia,
  • miłości, miłości, miłości,
  • umocnienia starych przyjaźni i nowych przyjaciół,
  • by pieniążki lgnęły,
  • by rodzinka była w zgodzie,
  • zdrowia!,
  • pomyślności,
  • uśmiechu,
  • dobrych książek, dobrych filmów, dobrej sztuki,
  • rozwoju duchowego, intelektualnego i fizyczneg też,
  • seksu, seksu, zajebistego seksu:)
  • no i co tam byście sobie chcieli.
Pozdrawiam serdecznie!

poniedziałek, 28 grudnia 2009

Minęły święta i przyszedł śnieg. Dla niektórych za późno, marzyli o białych świętach. Mi szczególnej różnicy to nie sprawia. Tyle, że nie lubię chodzić po mieście w tą pluchę i breję. Na wsi jest bajkowo i przyjemniej chodzić, zaś w mieście.. wrrr.. Muszę się nowe buty kupić, bo mi przemakają. Ale na takie błoto na ulicy to tylko kalosze byłyby dobre. A koleżanka mnie właśnie namawia na kalosze, np różowe;) hihi.

Miłe spotkanie wczoraj z Lidką, z pół roku tak dłużej nie gadałyśmy, a tu taki fajny wieczór:). ;***

Dziś wracam na stancję, ale mi się nie chce, pochorowałam się, a miałam sie tyle uczyć przez te kilka dni!

Sobie i Wam zdrówka życzę.

A i strasznie nie lubię, jak ludzie słowa nie dotrzymują. Nie jestem idealna, ale czasami trzeba mieć przyzwoitość.

niedziela, 27 grudnia 2009

Wieczór Sylwestrowy zapowiada się w miarę fajnie. Domówka, wolne mieszkanie, kochani przyjaciele i znajomi. Chcemy zorganizować imprezkę w jakimś stylu, może lata 60-te, 80-te? I ubrać się za dzieci-kwiaty albo np w groszki, bluzki z dekoltem w łódkę, tapirowane włosy. Faceci w kolorowe marynarki lub koszule. No kurde nie wiem jak faceci się wtedy ubierali, nie orientuje się. Jak Elvis?:D. I menu w tym stylu. Czerwona oranżada, jajka w majonezie;) itp. Jeszcze musimy ustalić wszystko dokładnie. Ale powinno być fajnie. Byłoby jeszcze fajniej, gdybym była w parze.. Niby pewnie znaleźli się chętni, ale nie chcę się bawić z byle kim.

Grunt, że nie będę sama w ten wieczór i są ludzie, którzy chcieliby spędzić go ze mną. Sami zaproponowali, a miejscówkę dopiero później ustaliliśmy.

Kto chętny- zapraszam:))).

Buziaki.

A póki co- do nauki!;/

sobota, 26 grudnia 2009
Będzie lepszy niż poprzedni:)
16:57, aniolek_ola , Marzenia
Link Dodaj komentarz »
piątek, 25 grudnia 2009

Było ponad 20 osób u nas w tym roku. I wszystko fantastycznie wypadło. I to, że u nas, że dużo miejsca było dla każdego, nie gnietliśmy się jak u babci. Że wszyscy przybyli, że ładnie wyglądali, dobre humory mieli. Że się wszyscy lubimy w miarę  i mamy o czym ze sobą rozmawiać. Że jedzenie dobre, że wszyscy zadowoleni. Każdy zrobił po dwie potrawy, więc nikt nie musiał spędzić całego dnia przy garach szykując wigilię- oszczędnośc czasu i pieniędzy. Nawet babcia nie była wredna w tym roku i spokojna. My też na luzie, wczoraj z Kasią dokładnie wysprzątałyśmy dom tak na tip top, przyszykowałyśmy stół i to wszystko co trzeba było zrobić. No, ale mycie podłóg na kolanach to ciężko było.

Goście zjechali się na 17 (18 osób), a potem, koło 19-20 dojechało jeszcze 7;). Siedzieli niektórzy do 23.30 i pojechali na pasterkę. Dużo zmywania było, ale sprawnie wszystko posprzątaliśmy, głównie ja, ale nie narzekałam. Wiedziałam, że mama zmęczona była, bo pracowała wczoraj. W ogóle to jest ona fantastyczną gospodynią- i dobrze organizuje, i wszystkich zabawiała, rozmawiała. To ona trzyma rodzinę w kupie, a nie babcia, która jeszcze jątrzy i robi spory i żale. Ojczym też nas nie zdenerwował, pojawił się akurat, gdy kończylismy dzielić się opłatkiem. Do mnie i do mamy nie podszedł, Kasia powiedziała, że niczego mu nie życzy. Coś tam do brata się tulił, ale on też się wykręcał. Wujkowie i wszyscy życzyli mu trzeźwości i żeby był dobry dla nas lub dał nam spokój. Więc się chyba obraził i od razu poszedł. No i dobra, przynajmniej się nie denerwowaliśmy.

Przyszedł do nas święty Mikołaj, dzieci były zachwycone, było bardzo śmiesznie, bo ten wujek jest bardzo zabawny. Ładnie wygladaliśmy, w sukience od mamy czułam się ślicznie i dzieciaki też bardzo fajnie wygladały. Kasia też w sukience, a Cz. w białej koszuli prezentował się elegancko. W ogóle mam przystojnych braci:). Tak jak wczoraj siedziałam z niektórymi, to naprawdę przystojniacy;).

I w ogóle fajnie.

Dziś laba, do południa prawie spałam, zostałam obudzona miłymi smsami;). I tak dzień mija szybko. Tylko kol mnie zdenerowała, bo napisała mi, że przyjdzie za pół godziny, a nie przyszła, a potem się od kogoś dowiedziałam, że gdzieś sobie pojechała. A taka kurde kulturalna. Wrrr..

I tak, leniwie. Fajnie:)

Pozdrawiam Was świątecznie:)

czwartek, 24 grudnia 2009

Wygląda na to, że Nowy Rok zacznie się pozytywnie:). Pod względem finansowym jestem zabezpieczona na pierwsze pół roku;). A to sprawia, że jestem spokojniejsza i bardziej moge się cieszyć świętami;).

A święta.. No czuję klimat. Z mamą, K. i Czarkiem fajnie rozplanowaliśmy prace, wszystko spokojnie i na czas. Wesoło jest, razem wszystko robimy i jest mnóstwo śmiechu, choćby dziś. Jutro wprawdzie mama musi iśc do pracy;/, do 14ej. A na siedemnastą spodziewamy się 24 osób;). W tym roku Wigilia jest u nas, na sporą skalę. Ale damy radę. Fajnie, że będzie nas tak dużo. I dobra organizacja robi cuda. My barszcz zrobiłyśmy (pyyyyszny), pierogi (dooobre) i kapustę (nie jadlam jeszcze;)). ciotki poprzywożą karpie, ryby na rózne sposoby, racuchy, kutię, kompot z gruszki, kluski z makiem itp. Zawsze to mniej roboty niż robić wszystko samemu. Stół już rozstawiony, krzesła, naczynia postawione, pomyte. Na jutro tylko: przystroić stół, posprzątać ostatecznie, umyć podłogi, obrać ziemniaki i ubrać się samemu ładnie. Luz. Nim mama wróci, to to będzie zrobione;).

I mama zrobiła nam miłą niespodziankę z prezentami. Umawialiśmy się, że nie będzie ich w tym roku, a tu ona zaszalała. Nie mogla wytrzymać i jż nam dała hihihi. Dostałam śliczną sukienkę:). Przyda się na Wigilię i na Sylwestra;). Dała mi dziś, bym w razie czego mogła jeszcze wymienić jutro (rozmiar lub kolor). Ale jet ok:). I jak ona się cieszyła, że sprawiła nam tyle radości. Powiedziała, że było jej smutno, jakby nic nam nie dała na święta, że takie kochane dzieci jesteśmy:) hihi. I że tak cały rok klepiemy biedę, to niech chociaż raz w roku się pocieszymy. I że poradzi sobie.

Na pewno jej się odwdzięczę:))).

I w ogóle miło i fajnie między nami. Jak bardzo chciałabym zaprosić do domu kochane osoby jeszcze, podzielić się tym co mam. I sprawiać, by zdarzało się jeszcze więcej.

Kochani, radości Wam życzę i dużo powodów do uśmiechu;)

wtorek, 22 grudnia 2009

Nie mam w ogóle weny na pisanie. Niby dużo gadam ostatnio, dużo rozmów, ale jak coś napisać, to już nie bardzo.

Chciałabym coś pozytywnego napisać. A więc...

Mmmm...

Hmmm...

Kurde...

Aaaaa..

Wigilia na świetlicy w Związku Głuchych była fajna. Naprawdę sympatycznie. Dotarłam spóźniona, zmarznięta, po długiej drodze pieszo w zawieję śnieżną i mróz. A tu miłe powitanie. Dużo osób rzuciło sie mnie witać, bali się, że nie przyjdę. Pomagali mi się wydobyć z pod moich kurt i szalików, wycierali rozmazany makijaż, składali życzenia, prowadzili do miejsca, w którym mogłabym usiąść, grzali barszcz na rozgrzewkę. Milusio;). Siadłam naprzeciwko pani Eli i jej mąż był, po raz pierwszy. I ona mi go przedstawiała, i jemu mnie, że to jest ta Ola o którym mu mówiła, studentka, że uczę się migać, że mnie lubi i ten mąż  mi zamigał, że wiele o mnie słyszał. Miło mi się zrobiło;). I z prezeską Związku długo gadałam. Ogólnie Wigilia była w dwóch pokojach i ludzie podzielili się, że w jednym byli ci co tylko migają, a w drugim ci co mówią. I później zawołali mnie do mówiących. A tam pozostałe wolontariuszki i studentów sporo, Niektórych znałam już, niektórych poznałam. Sporo żartów, śmiechów, miałam dobry humor. Później M. wyciągnął wódkę i pod stołem laliśmy sobie w kubki;). Na korytarzu gadki szmatki, dyskusje o implantach, o Mikołajku i chodzeniu do kina. Znowu mnie wołali na wódkę, tyle że inni. Trochę wina. A. to się upiła, że pół roku będziemy się z niej śmiali:). I ogółnie wesoło było, towarystwo długo się zbierało:). Wracaliśmy grupą, kilka osób odprowadziło mnie pod blok i jeszcze pod blokiem migaliśmy sobie:).

Swoją drogą to coraz lepiej mi idzie miganie. Przyjaciółka sama z siebie zwróciła mi uwagę, że ostatnio bywa tak, że prędzej zamigam odpowiadając niż powiem. Albo że łączę oba języki. Hehe, wyrobił mi się odruch;).

Cieszę się, że poszłam na ten kurs i że poznałam tych wszystkich ludzi. Może nie mam czasu, by chodzić tak często jak otwarta jest świetlica, ale to ważne dla mnie. Uśmiecham się jak o tym myślę.

A tak ogólnie.. Poznałam ostatnio kilku osobników rodzaju męskiego. Niby coś tam, coś tam, flirty i takie tam:). Ale trzeba więcej czasu, okazji. I mojej uwagi. Bo ja wciąż głupio olewam..

I przyjaciół kilku mam. Co by to było, gdyby ich nie było.

 

niedziela, 20 grudnia 2009
Dla mnie mogłoby ich nawet nie być. Tylko nerwy przez nie.
środa, 16 grudnia 2009
Nie mam propozycji na Sylwestra.

Dziwnie mi.

 

Z jednej strony trochę wyluzowałam ostatnio, mogę już spać. Stwierdziłam, że nie ma co się tak przejmować, ciągłe martwienie się problemów moich nie załatwi. Ale z drugiej strony jestem jednak wciąż spięta. Sama. Muszę liczyć tylko na siebie. Niby daję radę, ale czasami smutno i ciężkawo. Np. wczoraj – nie mogłam załatwić pewnej sprawy, zbywano mnie. A wystarczył jeden telefon mamy i już w porządeczku, wszystko się da. Zawstydza mnie to.

 

Dużo chaosu. Nic nie mogę zaplanować od wielu miesięcy. Co zaplanuje, to się wali, często z przyczyn niezależnych ode mnie. Gdy podjęłam decyzję o zamieszkaniu na stancji,  byłam pewna, że dostanę stypendia. Ale nic z tego. Stypendium socjalnego nie dostałam, bo mam dochód max przekroczony o kilkadziesiąt złotych. Te kilkadziesiąt złotych nie sprawia, że jestem bogata, ale co tam, nawet wniosku przyjąć nie chcieli. Do naukowego też tyci tyci mi zabrakło. Dostaję jeszcze inne stypendium, ale zmniejszyli je o jedną trzecią niż w latach poprzednich. I jest jeszcze jedna większa sprawa, która mnie nurtuje, boli i jestem bezsilna. I nie ma pomocy. A prosić nie chcę. Nawet nie wiecie, ile ostatnio upokorzeń zniosłam, leku, wstydu. Mam dość proszenia. I tak zawsze słyszę odmowę.

 

A pracy nie mogę znaleźć, zresztą- nie mam kiedy pracować. Mam cholernie dużo nauki, czytania, notowania, pisania i jeszcze co dzień zajęcia. Dwie prace semestralne do napisania, a trzecia- scenariusz filmowy. I jeszcze bieżące sprawy.

Kupię sobie kalendarz, taki mały, poręczny. Będę go nosić przy sobie i planować każdy dzień, tydzień, miesiąc. I życie. Może zapanuję nad tym chaosem. Ale do tego potrzeba mi jeszcze szczęścia i wsparcia. Realnego, prawdziwego.

 

Zaczynam rozumieć Tomka, który żyje w ogromnym stresie i ten stres sprawie, że nic mu się nie chce. Żadnych rozrywek, miłości, zabawy. Najpierw muszą być zaspokojone podstawowe potrzeby- typu jedzenie, pewność jutra, stabilizacja finansowa, spokój w domu. A potem dopiero potrzeby wyższe. Pragnę miłości, bycia kochaną, przytulaną. Od niego tego już chyba nie dostanę. I tak nie widziałam go dwa miesiące, w Sylwestra znając życie tez pewnie nie przyjedzie. Bo mu się nie chce. No co mu zrobię.

Ale poznawać kogoś nowego? Denerwować się jak wyglądam, co mówię, jaki on jest i czy warto, zastanawiać się co z tego będzie- też mi się nie chce. Dostałam ostatanio kilka propozycji, ale odmówiłam. Po co mi dodatkowy stres. Jak nie wiem co będzie jutro. No niby wiem- zajęcia od 9 do 15, a potem biegiem na świetlicę pzg, bo Wigilia świetlicowa będzie. Wrócę na stancję około 18-19, kolacja, kąpiel, pisanie pracy z HLP i spać.

Tyle, że chciałabym być ustabilizowana finansowo, wiedzieć, że przez najbliższe miesiące będę miała czym zapłacić na stancję, żebym miała co jeść i żeby było na takie drobiazgi mniejsze i większe typu kosmetyki, ubranie, nowe buty czy wyjście do kina. Czy tak wiele chcę? Jestem naprawdę oszczędna, nie szaleję z pieniędzmi, kupuję to co potrzebne.

Teoretycznie mogłabym wrócić do domu. Byłoby lżej niby finansowo, mamie też. Ale nie chcę, nie chcę, nie chcę. Długo by tłumaczyć dlaczego.

 

Nadzieja jest, ale wciąż bardzo się denerwuję i martwię.

No nic, spróbuję wyluzować.

niedziela, 13 grudnia 2009

Przyjechałam do domu na weekend, nie byłam z dwa tygodnie. Tyle, że widziałam się z mamą w poniedziałek na jej sprawie o separację. Byłam świadkiem. Powiedziałam prawdę, jaka jest sytuacja. Dumna z siebie jestem, bo byłam twarda, nic się nie zdenerwowałam. Po prostu nie patrzyłam na niego. Siostra mamy też zeznawała. Skutek taki sobie, bo separacja nie została orzeczona i ciągle ma prawa do dzieci. Na dodatek sąd przychylił się do wniosku ojczyma, żeby dzieci też zeznawały. Niby przed psychologiem, ale to wraz. Ale co się martwić, wiedzą jaka jest sytuacja, a taka rozmowa z psychologiem na pewno im nie zaszkodzi. No i wreszcie sąd przyznał alimenty! Wreszcie mama coś dostanie na dzieci, pierwszy raz od wielu miesięcy! Stara się być samodzielna, ale nie daje rady. Zarabia niedużo, a jeszcze raty za dach i dług, który zaciągnęła, by zapłacić za kanalizacjęi i wodociągi. A życie codzienne też kosztuje.

Weekend miło nawet, szczególnie sobota. Dużo pogaduch, opowiadania, planów, kilka dobrych wiadomości. Nic się nie uczę, w domu nie potrafię, ale cóż, może za to od poniedziałku będę mieć więcej energii;). Dziś trochę samotnie, ale przerywniki były miłe- Marysia z rodzicami, Wielka Ka, wpadła też mama Lidki, która przyniosła mi jej kolczyki. Wzięłam dwie pary sobie i pokażę też innym, może ktoś kupi;). I telefon od przyjaciela.

Wciąż się trochę boję, mam problemów kilka. Ech ta polska biurokracja i służba zdrowia. Fuck!

Idę spać, rano muszę wcześnie wstać, bo nim dojadę do miasta, dojdę na stancję, by zostawić rzeczy, a potem polecieć na zajęcia, to mi się zejdzie. Kolejny zagoniony tydzień. Muszę się zebrać w sobie i nie marnować ani chwili!

piątek, 11 grudnia 2009
Marnuję się w celibacie:)
15:51, aniolek_ola , Erotycznie
Link Komentarze (4) »
czwartek, 10 grudnia 2009
Kebab, pogaduchy, zwierzenia, żarty. To też potrzebne.

Kupiłam sobie różę. Spodobała mi się, niebanalna. Dawno kwiatów nie dostałam, od października. Ale teraz kupiłam sobie sama. I teraz stoi na biurku i co spojrzę się uśmiecham. A co, nie można?:)

 

środa, 09 grudnia 2009

Boże przywróć rzeczom blask utracony
oblecz morze w jego zwykłą wspaniałość
a lasy ubierz znowu w barwy rozmaite
zdejm z oczu popiół
oczyść język z piołunu
spuść czysty deszcz by zmieszał się ze łzami
nasi umarli niechaj śpią w zieleni
niech żal uparty nie wstrzymuje czasu
a żywym niechaj rosną serca od miłości.

Anna Kamieńska

Ja mam dość. Nie chcę się już bać. Nie mieć powodów do strachu. Niech się wszystko ułoży, niech się wyprostuje. Niech się szczerze uśmiechnę- aha wszystko dobrze. Nie chcę już płakać. Nie chcę mówić przyjaciołom- znów się to komplikuje, znowu coś nowego mi się spieprzyło. Chciałabym im powiedzieć- Słuchaj jestem wzajemnie zakochana! Słuchaj, mam całkiem sporo pieniędzy. Słuchaj, mojej rodzinie się dobrze wiedzie. Ja jestem spokojna, zadowolona. Chcę więcej radości, szczęścia. Żeby mi się układało po prostu. I móc spokojnie zasypiać. I mieć energię, gdy wstanę rano. Nie chcę się znów użerać, prosić, błagać, poniżać się, upokarzać. Że gdy jestem pewna pomocy skądś- to tego nie dostaję, a czasami jeszcze kopa mi dołożą. Że jak za kimś tęsknię i chcę się przytulić i wiem, że on też by chciał- to mu się nie chce. Chcę, by mamie ulżyło, by nie była taka przegrana. I że ja też nie chcę taka być. Nie chcę zmarnować życia, ani jednego dnia! Chcę patrzeć bez lęku w przyszłość, w nadchodzący rok.

Proszę.

Ja tylko chcę być szczęśliwa.

 

18:18, aniolek_ola , Marzenia
Link Komentarze (4) »

 

Dziś się sobie podobam. :)

wtorek, 08 grudnia 2009

Bardzo ciężko o dobrego ojca. Naprawdę znam niewielu facetów, których można określić : jest fajnym, dobrym ojcem. Prawie wszyscy moi znajomi mają coś do swoich, jakieś żale, brak kontaktu, a czasami nienawiść.

Mój ojciec zrobił w bambuco moją matkę i w ogóle nie było go w moim życiu- poza paroma listami przed jego śmiercią.

Mój ojczym uczynił koszmarem wiele lat mojego i mojej mymy życia.

A mój dziadek, którego nazywałam tatą, jak byłam mała- zostawił mnie i moją mamę bez pożegnania.

 

Cóż mogę więcej dodać.

Ale staram się wierzyć jeszcze w mężczyzn.

 

 

 

 

niedziela, 06 grudnia 2009

A Coelho na Facebooku przemówił do mnie tak:

A skoro nie można się cofnąć, trzeba znaleźć najlepszy sposób, by pójść naprzód.