Tagi
statystyka Marzycielska Poczta.
wtorek, 02 lutego 2010

Fajnie było, jak zwykle:). Bardzo swobodnie. Raz mi się tylko przykro zrobiło, ale luz. Lubię go bardzo. I wciąż za mało mi rozmów i wszystkiego.

A wiecie, że dobrze gotuję? Coraz lepiej:).

Egzamin dziś mialam. Wstyd się przyznać, ale na zadne pytanie ie odpowiedziałam sama. Wszystko wzięłam z ściąg. Mam złe przeczucia, bo zawsze wtedy oblewam jak ściagam. ale nie odpowiedziałabym sama. Kurde.

I robi mi się jęczmień pod okiem:(((((. Boli:(

czwartek, 28 stycznia 2010

Oj chyba moja chcica będzie zaspokojona;D w ten weekend.

Ale najważniejsze, że mnie przytuli, że to będzie ON, że z nim porozmawiam, że będziey się cieszyć swoją bliskością.

A tak to leci. W szkole jak na razie dobrze, było trochę stresu, ale trochę piątek też wpadło:). Bardzo dobrze żyje się mi z ludzmi z roku. Pod względem towarzyskim zaczynam mieć swoją większą paczkę, w której jestem jakby spoiwem. Widać to szczególnie po ostatnim sylwestrze. I pod względem naukowym czuję się pewnie i doceniona. Luz. Na stancji też spoko. Jedna współlokatorka zaczyna mnie troszeczkę denerwować, ale luzik, jestem pozytywnie nastawiona do ludzi i na razie to mnie tylko to śmieszy.

Pozytywnie ogólnie:).

wtorek, 26 stycznia 2010
Szaleństwo sesyjne. Jeszcze jutro dwa zaliczenia i do wtorku luz. Jak mi się chce spać!! I dobrego seksu mi się chce. Tych dwóch rzeczy mi trzeba i już byłoby fajnie:). Niby możliwe, a niemożliwe. Ale możliwe. Jak na razie- idę się prześpię z godzinką. A reszta- to się zobaczy:)
niedziela, 24 stycznia 2010
Mówiłam już to?

Dziś też beznadziejnie, sporo smutnych myśli i samotno.
piątek, 22 stycznia 2010
Zamiast uczyć się teraz pilnie, to siedzę na facebooku, nk i bloxie i gg i rozwijam się towarzysko. Ale i tak samo=samotność. I niby mam sporo czasu, ale marnuję go i przecieka mi między palcami. Na głupoty, lenistwo, sen (ostatnio bardzo mi ciężko wstać przed 9). Ograniczyłam picie. Trochę schudłam (waga- 50,5kg!), ale przez te dwa, trzy dni znów tak jakby coś znowu urosło, albo mi się wydaje. no nie wiem, nie mam wagi na stancji. Na weekend nie jadę do domu. Nie chce mi się, nie mam po co. I przecież miałam sobie życie układać tutaj, a nie krążyć jak orbita wokół starego domu. Kocham ich, jestem w stanie dużo dla nich zrobić, martwię się często o nich. Zwłaszcza o Cz. I o mamę też. O Kasię też. I o Izie myślę. Ale o sobie też muszę myśleć. Ale egoistką to trudno mnie jeszcze nazwać. I nie będę nią. W ogóle to w szkole nie idzie mi rewelecyjnie. Tzn- nieźle, tak czwórkowo jak na razie, tylko na jednym kolosie mi się noga podwinęła. I niby wiem jak poprawić, wkuję. Ale wjurza mnie to, że wszystko zależy od humoru profesora. Zę potrafi nie zaliczyć pracy semestralnej koleżance, a kilka dni poźniej wstawić jej 3 z plusem i powiedzieć: "wie pani, miałem wtedy zły dzień". Kurwa, może ma jeszcze PMS. W dniu kolokwium to chyba też miał zły humor, bo umawialiśmy się na jedno, a pytania dał odjechane w kosmos. Zaliczyło 20%, a to też trochę dlatego, że mieli przy sobie odpowiednie podręczniki. Ja też ściągałam i wraz. Żal.. Osłabia mnie on i zaczynam się go bać. Wcześniej bałam się innego sora, nieżle pierdolnietego. Chyba nawet pisałam o nim tutaj. A on taki miły jest dla mnie, nic się nie czepia, dużo się usmiecha, "pani Olgo, a co pani o tym uważa" i sympatycznie. Szok. Ale pożyjemy, zobaczymy, jak on mój referat oceni. O,o powinnam go teraz pisać, a mi się nie chce. Nie chce mi się i już. Może jutro.
Jeśli masz przyjaciela, odwiedzaj go często, ponieważ ciernie i zielska zarastają ścieżkę, którą się nie chodzi.
09:57, aniolek_ola , Przeczytane
Link Komentarze (1) »
środa, 20 stycznia 2010

Tobie chodzi tylko o łóżko,
A ja jestem małą kaczuszką,
Której trzeba miłości i wsparcia,
I czasami czegoś do żarcia.

Osiecka


Nie rozumiem, co takiego
W zimnej wodzie jest miłego?
Zimno w nóżki, zimno w brzuszek.
To niedobre dla kaczuszek.

niedziela, 17 stycznia 2010

Kolejne postanowienie odizolowania się od pewnej osoby i jej spraw. Ona mi głowę zawraca, przejmuję się jej problemami, a potem gówno z tego wychodzi i tylko ręce opadają. A potem kolejny raz i kolejny. Nie, koniec. Nie będę jej ufać, już nie ufam, a to co mi mówi- puszczę mimo uszu. Nie chcę się denerwować, nie warto. Nie rozumiem jej zachowania.

Już się przejechałam nie jeden raz.

A weekend był lekko smutnawy, w domu.

sobota, 16 stycznia 2010

Często tak bywa, że jak ludziom źle, są w kryzysowej sytuacji to zaczynają się modlić. Szukają ratunku w Bogu, w modlitwie, kajaja się itp. Też tak kiedyś miałam.

Ale ostatnio długo sie nie modliłam. Zaparłam sie sama w sobie, nie chciało mi się nic do Niego mówić. Ani żalić się, ani prosić. Nic, zero kontaktu. Mimo, że było mi ciężko, mimo, że z wiarą było lżej i jaśniej- nie potrafiam.

A teraz gdy dobre nowiny, gdy lepiej, to całym sercem śpiewam Alleluja! i potrafię wyszeptac: Dziękuję Ci Boże za wielkie serce Twe. I jest to naprawdę szczere.

piątek, 15 stycznia 2010
Ludzi nie rozumiem. Niektórych. Bo ich zachowania są dziwne. Na pewno jakoś tam dają się wytłumaczyć, psychologicznie. Ale wraz... I czasami to mi ręce opadają. Ale lotto. A wiecie co? Odnotowuję coś. Że miewam sporo szczęścia ostatnio. Pecha też. Ale dużo pomyślności, pozytywności i radości. Że jeśli nawet się coś głupiego zdarza, to nie zniechęcam się, szybko odpuszczam. I małe rzeczy też sprawiają mi radość. Np że jedząc posiłki w kuchni nigdy nie jestem sama, że moja wspóllokatorki nawet jeśli same nie jedzą, to siadają , by mi potowarzyszyć. Miło. I wiele wiele innych rzeczy. Towarzysko ostatnio. Dziś pierwszy wieczór trochę wolniejszy od nauki i cisza w mieszkaniu. I aż mi miło. Ka mnie namawia na spotkanie, ale nie chce mi się. To własnie jej nie rozumiem i chciałabym już odizolować się od jej spraw. I wychodzić mi się nie chce, ani nawet przyjmować gości. Trochę samotności mi jest potrzeba dziś. I wyciszenia.
czwartek, 14 stycznia 2010

Bo każdy dzień to trochę dobrych nowin i zawsze mega wkurw. Wychodzę na zero.

Ale dziś to do tego zera trochę mi jeszcze brakuje.

wtorek, 12 stycznia 2010

Nie lubię zimy. W mieście. Wkurwia mnie nie tyle co zimno, a błoto i chamstwo. I korki. Wrrrr

A wystarczy pojechać na wieś, a człowiekowi się miło robi. Opowiadałam ostatnio przyjacielowi o kuligach, bałwanach, ogniskach. Jak ja bym chętnie siadła na worku- nie na sankach, tylko na worku i zjechała z wielkiej góry. Co za radość:)

niedziela, 10 stycznia 2010
Że tylko schować się pod koc i nie myśleć nic, nie robić nic, nie czuć nic, tylko być niebytem.
sobota, 09 stycznia 2010
Niektórzy zauważyli, że wrzucam tu sporo tekstów Anny Kamieńskiej. Ba, jest nawet oddzielna kategoria. A wszystko to, bo uwielbiam tę poetkę. Od dawna interesuję się jej twórczością, a teraz postanowiłam pisać o niej swoją pracę magisterską. Zbieram jej teksty, a perełki co ładniejsze wrzucam tutaj. Chcę się dzielić nimi z Wami i może będzie bardziej znana. Bo naprawdę świetna poetka, kobieta, człowiek.
Nie ma tego złego co by na milczenie nie wyszło nie ma tego dobrego co by nie umilkło nie ma tego szczęścia co by nie zapłakało i cierpienia tekiego co by nie utulało i jest nad studnią mowy prawda rozkołysana śmiertelna jak wesele a wesoła jak rana
Samo czekanie jest nadzieją. Czekam, a więc mam nadzieję. Gorzki smak nadziei.
Chamstwo na tym świecie, sorzy nas w ch.. robią!!! No bo kurde, jedna sorka umawiała się z nami, że na zaliczeniu semestru będzie to, co na zajęciach było, a nam dziś wysłała zagadnienia i to takie, że kopary nam opadły. Całkiem z innej bajki, nic z tego nie było na zajęciach czy wykładzie nawet. A każde zagadnienie nadaje się na temat dłuższej pracy, w kilku zdanaich nie da się na nie odpowiedzieć. A drugi sor umawiał się z nami na kolosa, a dla chętnych praca do napisania, żeby była wyższa ocena. A w tygodniu stwierdził, że wszyscy mają pisać, bo pewnie będziemy ściągać na kolosie, więc o tak o mamy napisać pracę. A jakie tematy.. wrrr. Nie będę ściągać, mogę nawet ustnie odpowiadać, ale kurde nie chce mi się pisać pracy z Historii języka polskiego, po kiego mi to. Już wkucie materiału to dużo;// I jeszcze inne przedmioty są przecież. Wrrrrr!!!
piątek, 08 stycznia 2010
Ostatnio dużo piję, codziennie. Od Sylwestra do środy codziennie wieczorem miałam w czubie. Niedużo, a jednak. Zawsze jakaś okazja była. A to spotkanie, a to na rozgrzewkę, a to impreza. Aż wstyd. Muszę przystopować. Już od wczoraj nic nie piję, tylko zdrowa żywność i woda:)
Przyznaję, że ostatanio zaniedbałam bloga. Ale nie bardzo mam gdzie pisać i czasu brak. Nowy rok zaczął się trochę szalenie. Bałam się, że Sylwka spędzę sama, a tu się zebrało sporo osób, co chciało spędzić ze mną ten wieczór:). Imprezka u mnie na stancji, było wolne mieszkanie, właścicielka wyraziła zgodę. Dużo by opowiadać, już trochę czasu minęło. Na pewno dużo alkoholu, papierosów, muzyki, śmiechu. Wszyscy fajni, dobrze się znali i ja ich znałam. Tylko Ka była tak trochę z zewnątrz ale i ona by się bawiła super gdyby nie jej chłopak... Przyprowadził ze sobą dwóch kolesi. Pytał się mnie wcześniej, czy może wziąc ze sobą jednego kolegę, ja powiedziałam, że ok, tylko aby przystojny był;D. No był, tylko, że R. wziął też swojego brata, co mnie zaskoczyło, raz że nie bardzo już miejsce było, drugi raz, że bez pytania a po trzecie to ten brat wyglądał jak bandzior. Siedli we trzej i zaczęli pić, ostro. Moi przyjaciele starali się z nimi integrować, było całkiem miło, ale koło 22ej powiedzieli, że stop, wszyscy pijani. Bali się, że nie dotrwają do północy:). Ja też byłam podcięta, ale starałam się panować nad sytuacją. Kolega R. czyli P. był całkiem fajny, gadaliśmy sobie sporo, w moim typie nawet. Byliśmy akurat oboje w łazience (bez podtekstów!), gdy zaczęła się bójka między R. a Pawłem, chłopakiem mojej przyajciółki. Bo najpierw poszło, że brat R. skarżył się, że Paweł i "jego kurwa" nie chcą z nimi pić. Paweł się oburzył, B. jest przecież jego narzeczoną, wstał i powiedział, że sobie nie życzy tego. Od słowa do słowa, i R. uderzył Pawła (ma limo wielkie pod okiem) i rozdarł na nim koszulę. Paweł oddał mu, ale już zaczęli ich rozdzielać. Wylecieli wszyscy na korytarz, ja usłyszałam i też wyszłam. Nie wiedziałam o co jeszcze dokładnie chodzi, ale wiadomo, że trzeba było rozdzielać. R. i jego brat wygrażali się, Paweł też, a reszta chłopaków rozdzielali ich, dziewczynyt też, B. zaczęła płakać, Ka też. Wyprosiłam R. z mieszkania, kazałam im wypierdalać normalnie, temu P. też mimo, że nie wtrącał się. Pózniej jeszcze R. się wrócił z P., chcieli negocjować, uspokoić itp. Ale nie wpuściłam ich, Paweł mogłby się jeszcze bić (wiadomo, że nie daruje) i Karol też skakał, że pójdą razem, ale jakoś zatrzymaliśmy ich w mieszkaniu. A Ka nie chciała widzieć R., że jej wstydu narobił. Bo narobił. Bo po co z łapami wyskakiwał, można było kulturalnie zagadać załatwić sprawę. W moim towarzystwie nie załatwia się spraw rękami, tylko umysłem. Co za wiocha! Trochę nam popsuli sylwka, Ka mi było szkoda, B. bardzo przeżywała, Paweł z Karolem też. A tak to ogólnie było fajnie, śmiesznie, dużo pogawędek, śmiechów, siedziałam do 5.30. Wszyscy u mnie spali, rano fajne wstawanie. Niekótrzy nie dawali się do niczego, np Aśka rzygała jak kot;D. Ostatni goście poszli o piątej po południu:). Jak już wspomniałam, na Sylwku poznałam takiego P. Tego wieczoru byliśmy pijani, no i "musiał" wcześniej wyjść. Ale wziął mój nr i obiecał, że następnego dnia na pewno się odezwie. No i odezwał się;). Pisał już od południa, że chciałby się spotkać, że z wieczoru niewiele pamięta, ale mnie owszem itp. Nie bardzo miałam siłę, bo w Nowy Rok z rana też piłam. Ale prosił, że niedługo wyjeżdza doIrlandii i że chciałby zdążyć mnie lepiej poznać. Zgodziłam się w końcu i wieczorem w Nowy Rok spotkaliśmy się. A tu pełna kulturka, przystojny, trzeżwy, przepraszał za dzień wcześniejszy, choć on akurat najmniej miał za co przepraszać. I naprawdę miły, fajnie się nam gadało, nie wstydziłam się niczego, wszystko fajnie. Miły buziak na pożegnanie i prośba o następne spotkanie. Miałam mało czasu, pracę musiałam pisać, ale w sob wieczorem też się spotkaliśmy. Mieliśmy iśc do kina, ale nam się odechciało. Też niby było fajnie, ale... Skonczyłam spotkanie. Jeszcze w niedzielę się spotkaliśmy, znów było miło i pozytywnie, odwiedziliśmy moją koleżankę. Pożegnaliśmy się, bo czwartego wyjeżdzał. W Irlandii mieszka i pracuje od kilku lat, do Polski przyjechał na święta do rodziny. Z R. się za bardzo nie zna, przypadkiem zgadali sie o sylwku i R. go zaprosił. Przyjedzie pewnie na Wielkanoc, tak mi mowil, prosil bym pojechała z nim, heh że jedno moje słowo a przyśle mi bilet. Heheh, w życiu nie wyjadę dla faceta. Tu mam studia, rodzinę, przyjaciół, mi tu dobrze. Ale miłą propozycja heh. I fajnie, że go poznałam, niby to nie ma przyszłości, ale i tak spędziłam rozrywkowo weekend, fajnie, smiesznie, niecodziennie. Czekać nie będę, bo i po co. Ja stąd nie wyjadę, on nie bardzo chce wracać. Więc rozejdzie się po kościach. A od nowego roku- mnóstwo nauki! Już to, że siedzę tu i piszę notkę, sprawia, że mam wyrzuty sumienia. A więc: Adieu!
22:17, aniolek_ola
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 23