Tagi
statystyka Marzycielska Poczta.
wtorek, 01 czerwca 2010

Zalatane dni ostatnio mam. No i dobrze. Bo pozytywnie. Nie mam czasu myśleć o smutnych rzeczach.

niedziela, 30 maja 2010

Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi
za waszą czułość w nieczułości świata,
za niepewność - wśród jego pewności,
za to, że odczuwacie innych tak, jak siebie samych,
zarażając się każdym bólem,
za lęk przed światem, jego ślepą pewnością,
która nie ma dna,
za potrzebę oczyszczania rąk z niewidzialnego nawet brudu ziemi,
bądźcie pozdrowieni.
 
Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi
za wasz lęk przed absurdem istnienia
i delikatność nie mówienia innym tego, co w nich widzicie,
za niezaradność w rzeczach zwykłych i umiejętność obcowania z niezwykłością,
za realizm transcendentalny i brak realizmu życiowego,
za nieprzystosowanie do tego, co jest,
a przystosowanie do tego, co być powinno,
za to, co nieskończone - nieznane - niewypowiedziane, ukryte w was.
 
Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi
za waszą twórczość i ekstazę,
za wasze zachłanne przyjaźnie, miłość i lęk,
że miłość mogłaby umrzeć jeszcze przed wami.
 
Bądźcie pozdrowieni za wasze uzdolnienia - nigdy nie wykorzystane -
(niedocenianie waszej wielkości nie pozwoli poznać wielkości tych, co przyjdą po was)
za to, że chcą was zmieniać, zamiast naśladować,
że jesteście leczeni, zamiast leczyć świat,
za waszą boską moc niszczoną przez zwierzęcą siłę ,
za niezwykłość i samotność waszych dróg,
 
bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi
.

 

sobota, 29 maja 2010

Wczoraj cały dzień spędziłam w mieszkaniu, ucząc się, czytając, oglądając filmy i objadając się. Ale dziś- aktywniej. Zakupy, latanie po mieście, poprawienie sobie humoru. Po południu koleżanka była. Kłopot wielki, ale uspokoiłam ją i pomogłam, cieszę się, że mogłam.

Jest też propozycja koncertu na wieczór, ale nie wiem czy można nazwać to koncertem. Ta gwiazda znana jestr z tego, że śpiewa z playbacku głownie. Więc po co płacić, jak można w domu posłuchać. I ogólnie mi się średnio chce. Mam przesyt imprez.

Jeśli już- to chciałabym dużo tańczyć i dobre towarzystwo.

No zobaczę jeszcze.

Ale ładny dziś dzień i dobry humor mam.

piątek, 28 maja 2010

Coraz więcej palę, coraz więcej piję. Na czysto trudniej znieść mi rzeczywistość. Dziś w ramach ograniczania się nie mam i nie piję ani jednej kropli alkoholu. Sama pić nie będę. Ale palić samemu można. No to phy phy.

 

Swoją drogą- nigdy nie ciągnęło mnie do narkotyków.

Czym są wspomnienia? Każde z nich, te większe, jak i te mniejsze, mają swój kolor, zapach, smak. Niektóre spływają delikatnie na dno duszy a inne zarysowują się w niej zapamiętale, nie pytając nas o zdanie.
środa, 26 maja 2010

Nie wiem co to będzie. Tyle smutku i żalu we mnie. Olało mnie parę osób. Unosić się honorem? Udawać, że nic się nie stało? Rozumieć? A przecież mi przykro. Jeśli to będę trzymać w sobie to mnie zje.

Może mi przejdzie.

Na razie mam postanowienie- nie odzywać się pierwsza. Spróbuję wytrzymać.

A na razie chce mi się płakać. I płaczę.

wtorek, 25 maja 2010

Smutno mi i samotno. Cóż. wszyscy wokół mnie są zajęci. A jak kto nie- to smutny bardzo i samotny.

Czuję się czasami przegrana i bez możliwości zmiany tego stanu. Tak będzie chyba zawsze.

Przyszła mi kopia umowy z Niemiec. Jest na 5 lipca, ale to termin wstępny, bo okaże się jeszcze kiedy można tam pojechać. Mają zadzwonić. Bo będę zbierać tam borówkę i niewiadomo kiedy będzie dojrzała, to zależy od pogody.

Ogólnie to sprawdzone miejsce, moja siostra cioteczna była tam z chłopakiem, sporo zarobili. Warunki dobre, dają dobre obiady, nocleg w hotelu tam na miejscu, nie oszukują w zarobkach, ile zbierzesz tyle zarobisz. Przerwy w ciągu dnia, praca do 19ej, da się wytrzymać. Ta kuzynka mi załatwiła i jedziemy obie z mamą no i Emilka też znowu. Więc luz, sama nie będę. Dam radę.

I zarobię na długi i uda mi sie coś odłożyć. I tak bardzo marzy mi się wyjazd w góry!

poniedziałek, 24 maja 2010

A dziś wzięło mnie na latynoskie rytmy. Kręcę pupą i czuję radość życia. Jestem sexy;).

19:49, aniolek_ola
Link Dodaj komentarz »

Dziwnie mi i nie wiem co mam zrobić ze sobą. Dużo by się chciało i nie chce mi się. Ogólnie- marnuję czas, młodość, talenty, możliwości i życie. Nie umiem na to poradzić.

Co robić?

Nie nudzę się, tylko smutno mi i boję się.

A w sobotę było dziwnie. Za dużo wypiłam, taki jeden koleś mi ciągle stawiał, gdyby to nie był znajomy koleżanki, z którą przyszłam, to pomyśleć można, że ewidentnie chce mnie upić, tym bardziej, że mnie podrywał i dużo czasu mi poświęcił. Całkiem przystojny był, widziałam, że Marioli trochę się podobał, wygadany. Ale przypakowany za bardzo i tak jakoś. Wolę szczupłych i to, że to był typowy klubowy podryw. Miał seksualne podteksty, te nasze rozmówki to czasem śmieszne były. Ale byłam zła na siebie, że taka pijana jestem, powiedziałam Marioli, że jeszcze jeden drink i będziemy sztywne, trzeba przystopować. Poszłyśmy zjeść coś i kupić colę, wyszłyśmy, żeby przetrzeźwieć. No ale później to tylko siusiu mi się chciało, ciągle musiałam chodzić do toalety. I buty miałam niewygodne.
Później bawiłam się z dwoma kolesiami jeszcze, ale też spławiłam, choć z jednym super mi się tańczyło.

Bez rewelacji, bywałam na lepszych imprezach.

Ogólnie muszę przystopować.

 

 

 

niedziela, 23 maja 2010

Ale trochę mi smutno, że znowu mi nie wyszło.

Jestem tym lekko zmęczona, osowiała i przyzwyczajona.

środa, 19 maja 2010

U mnie dziś ciepło było i słonko wyszło i grzało, i wielka woda daleko, nic mi nie zrobi, nie grozi, chyba że dużo spadnie z nieba, nie daj Boże. Siedziałam dziś na ławce na skwerku ze znajomą i wygrzewałam się, rozkoszowałam się promieniami słońca. Słoneczko- bardzo mi Cię brakowało!

19:06, aniolek_ola
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 10 maja 2010

 

Gdy człowiek jest tak bardzo skupiony na osiąganiu celu, to pod jego nosem może mu przechodzić prawdziwe życie. Cele i zyski tak, ale nie za wszelką cenę. Kiedy osiągamy coś, depcząc zasady moralne i innych ludzi, taki cel może okazać się kamieniem młyńskim u szyi tego, który go osiągnął.

 

Marek Kamiński, wywiad na onet.pl

http://tygodnik.onet.pl/36,0,45649,5,artykul.html

wtorek, 04 maja 2010
niedziela, 02 maja 2010

Jestem Julią
mam lat 23
dotknęłam kiedyś miłości
miała smak gorzki
jak filiżanka ciemnej kawy
wzmogła
rytm serca
rozdrażniła
mój żywy organizm
rozkołysała zmysły


odeszła

Jestem Julią
na wysokim balkonie
zawisła
krzyczę wróć
wołam wróć
plamię
przygryzione wargi
barwą krwi
nie wróciła

Jestem Julią
mam
lat tysiąc
żyję

Halina Poświatowska

16:54, aniolek_ola , Przeczytane
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 26 kwietnia 2010

Śpię ostatnio dużo, śnię, przesypiam całe poranki, drzemki po południu i mocny sen w nocy. To nie jest normalne. Kiedyś, gdy miałam problemy to nie spałam całymi nocami. Teraz sen to lekarstwo na stres- nie myślę wtedy, nie martwię się. Miewam wprawdzie dziwne sny, ale one są bardziej zaskakujące niż smutne.

Muszę się obudzić. Życie, wiosna, ludzie wokół, a ja śpię.

niedziela, 25 kwietnia 2010

Śnił mi się koniec świata. Że to już niedługo, zbliża się. I że zmartwychwstały dinozaury i służyły ludziom, bo też się bały.

...

17:11, aniolek_ola , Śmiesznie
Link Komentarze (1) »
wtorek, 20 kwietnia 2010

Dobrze, napiszę o co chodzi, może mi ulży, może mi ktoś pomoże..

Chodzi o to, że jestem osobą słabosłyszącą, praktycznie głuchą. Nie pisałam o tym na blogu, bo było mi głupio, nie chwalę się tym i nie jest to najważniejsza część mojego życia. Noszę aparaty, bardzo mocne i dzięki czemu funkcjonuję jako osoba słysząca- studiuję, całe życie chodziłam do masowych szkół, uczę się dobrze. Mam słyszących przyjaciół, facetów, znajomych, mówię w miarę dobrze, z porozumiewaniem się nie mam problemu. Języka migowego nauczyłam się niedawno, ale to też zapominam, bo nie bardzo mam z kim migać, obracam się w towarzystwie osób słyszących.

Jednakże mam problem- moje aparaty są stare. Kiedyś działały dobrze, w miarę dobrze słyszałam, mogłam rozmawiać przez tel, słuchać muzyki, reagowałam na to, jak wołał mnie ktoś stojący za mną. Najpierw popsuł mi się jeden, ale miałam drugi. Wystarczało mi to, nosiłam go na tym uchu co lepiej słyszę. To było w zeszłym roku na wiosnę. Pomyślałam, że został mi tylko jeden i muszę załatwić kasę, zaczęłam się starać o dofinansowanie. NFZ refunduje aparaty co 5 lat, moje miały 6. Zebrałam wszelkie zaświadczenia lekarskie, moja dr laryngolog wypisała mi skierowania. Wg ustawy należy mi się 1500 zł na aparat, czyli razem 3 tys złotych na oba. Jednakże najtańsze dla mnie aparaty kosztują conajmniej 3,5 tys złotych, więc oba- ponad 7 tys. Brakuje mi ponad 4 tys złotych.. Wiedziałam się, że można starać się o dofinansowanie z PFRON, a wnioski składać do Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie. Na maj zeszłego roku złożyłam w PCPR wniosek wraz z całą dokumentacją (trzeba zaświadczenia lekarskie, zlecenie, zaświadczenie o dochodach, zaświadczenie, że się uczę i zaświadczenie z NFZ że mi też dofinansują). Rozpatrzono negatywnie- powiedziano,  że na ten rok nie mają już pieniędzy i żebym składała w styczniu 2010.. Że może pod koniec roku coś jeszcze im przyjdzie z PFRON. Cóż, opadły mi ręce. Ale wtedy miałam czas, że miałam ogólnie problemy, ostra sytuacja w domu- z moim ojczymem, problemy ze sobą, postanowiłam się wyprowadzić z domu. Myślałam tylko o bieżących potrzebach, że póki jako tako słyszę, to jakoś to będzie. Jednakże na sam koniec lipca popsuł mi się ten co mi został. Coś tam trochę czasami słyszałam, dużo czytam z ust, ale to było tak jakbym wsadziła głowę w wodę i stamtąd słuchała. Okropnie.

Przez cały sierpień próbowałam załatwić dofinansowanie. Dupa, nic z tego. W PCPR rozłożyli ręce, nie mają kasy, powiedzieli mi przecież to już w maju. Napisałam do samego PFRONu, owszem dostałam odpowiedź, całkiem miły pan, napisał mi, że PFRON ogólnie ma mało pieniędzy, że oni środki na dofinansowania właśnie wysyłają do Powiatowych Centrów i że nie mogą mi pomóc. Poszłam do Związku Głuchych w moim mieście. Nie byłam tam od lat, ale miałam nadzieję, że mi pomogą. Nawet nie wiedziałam, że taka moja dalsza ciotka została tam prezeską. Ale oni też nie mają kasy. Tyle, że ucieszyli się, że przyszłam, zaproponowali mi właśnie ten kurs migowego, że akuart organizują, że mają psychologa, doradcę zawodowego, świetlicę i żebym przychodziła. No to taki plus tego wszystkiego, że poznałam nowych ludzi i nowe możliwości. Ale też czułam się trochę głupio, w zawieszeniu. Ciężko mi było się dogadać- nie umiałam migać dobrze, a słyszałam bardzo słabo.

Zgłosiłam się też do Centrum Niepełnosprawnych przy mojej uczelni, że może mi coś poradzą. Powiedzieli mi, że kasy mi dać nie mogą, ale mają w swoich zbiorach aparaty i mogą mi pożyczyć na semestr, jako studentce. Podpisałam umowę i wzięłam. Ale to słabe są. Potrzebuję naprawdę mocnych, mam -80 i - 100 db niedosłuchu , a te są na -50. To tak jakby osobie z wadą - 4 dioptrii dano okulary na -1,5. Coś tam będzie widziała, trochę lepiej, ale i tak to nie będzie to..

W tymże Centrum pani obiecywała mi też pomoc, ze pomoże mi szukać fundacji, innych dróg dofinansowania, po to tam jest. Powiedziała mi, żebym się zgłosiła do niej za parę dni. Po kilku dniach idę do niej z nadzieją w sercu, że mi pomoże. A ona.. Wie pani co, niech może pani pochodzi po większych firmach naszego miasta, zagada do różnych prezesów i może któryś się zgodzi dać pani pieniądze.. Ręce mi opadły, może miałam jeszcze chodzić tylko w mini i w staniczku, dupy dawać, bo jak jestem dość ładna i zgrabna, to może któryś poleci i "uczciwie" zapracuję? No żal..

Pochodziłam trochę w tych wypożyczonych aparatach, ale kiepsko w nich słyszałam, naprawdę nic mi nie dawały. Włączyłam stary znów, coś jakby mu się poprawiło. Moja protetyczka powiedziała, że może odpoczął, że trudno żeby sprzęt elektroniczny, używamy przez kilka lat, codziennie po wiele godzin, w różnych warunkach (i upał i zimno i wilgoć i gdy sucho itp) działał cały czas dobrze. Obecnie nie działa funkcja regulowania głośności, nie ma wyciszania hałasów, nie słyszę nic przez tel, piszczy często, ma gorsze i lepsze czasy, ale jakoś żyłam w nim, dawałam radę, miał lepszy czas.

Na nikogo z rodziny nie mogłam liczyć. Mój ojciec nie żyje, mama ma męża, który ją notabene niedawno zostawił i sama ma mnóstwo problemów, bo on nie płaci alimentów, mają dwoje dzieci. W wakacje przeciekał dach, musiała zrobić nowy, zapożyczyła się i jeszcze sama nie oddała wszystkiego. Bardzo jej współczuję, nie mogę nic od niej wziąć, zresztą ona nie ma co mi dać. Nie mam bogatej rodziny, każdy ma swoje problemy, dwoje jest takich bogatszych, to jedno niedawno otworzyło swoją firmę i wszystko zainwestowało w nią i nie mają kasy, a drudzy mają trochę pieniędzy, ale wiem, że ciężko na to pracują  i jeszcze córka im się hajta w tym roku, a wesele kosztuje i remont mają. Więc też dupa.

W listopadzie dowiedziałam się w Związku, że PCPR dostało dodatkową kasę z PFRONu. Wielka nadzieja, że może akurat coś dostanę, poszłam jeszcze raz, pytać się, uaktualnić wniosek. Nie dostałam się jednak, bo była kolejka, że dostali ci, co pierwsi złożyli wnioski w 2009 roku, ale nie załapali się na pierwszą turę. Ja z moim wnioskiem złożonym w maju mogłam się wypchać, za późno złożyłam..

W tymże roku pilnowałam swoich spraw- wnioski przyjmowali 25 stycznia, więc tego dnia rano pojawiłam się z cała teczką dokumentów- zaświadczenia lekarskie, zaświadczenie o dochodach, zaświadczenie z NFZ, faktury proforma na aparaty itp itd. Zgodnie z zasięgniętymi informacjami jako należąca do grupy- dzieci i młodzież ucząca się do 26 roku życia należy mi się 2 x 2250 zł. Czyli tyle ile mi brakuje. Złożyłam wniosek i kazali mi czekać.

Czekałam luty, marzec, pół kwietnia.. Aż poszłam sama i się spytałam w zeszły piątek.

Akurat trafiłam jak paniusie pisały powiadomienia o rozpatrzeniu wniosków. Powiedziano mi, że dostałam dofinansowanie;)

Ale...

900 zł na aparat, czyli 1800 zł razem. A spodziewałam się - i dawano mi taką nadzieję, że 4500..

Niby dobre i to, ale wraz mi brakuje sporo kasy. Potrzebne mi 7,5 tys conajmniej, bo najtańsze aparaty na moją wadę słuchu są po 3,5 tysiąca jeden. A takie naprawdę dobre, najnowszej generacji- po 5 tys. Ale nie ma co marzyć.

Z NFZ mam 3 tys, z PCPR 1800 = 4800.

A i jeszcze mi powiedziano, że dofinansowanie ważne tylko miesiąc, w ciągu miesiąca mam uaktualnić wszystkie zaswiadczenia lekarskie, z nfz, zaświadczyć wkład własny, i jeszcze inne rzeczy, które oni wymagają.

A dziś mi się kurwa aparat całkiem popsuł;(:(:(:(. Nic nie mogę. Poszłam do szkoły, nie słyszałam dziewczyn co mówią. Poszłam na bok, Martusia spytała się co mi jest. Aż się jej popłakałam. Napisałam do mamy, ona, że spróbuje coś załatwić. Zadzwoniła do mojej protetyczki, fajnej babki, ta jej powiedziała, żeby się odwołała od decyzji, że za mało dostałam, należy mi się po 2250. Mama przyjechała do miasta, poszłyśmy do PCPR, bo sama bym się nie dogadała. Ale nic z tego, to odgórna decyzja, one nie mają wpływu. Mogę pisać odwołania, ale to by potrwało i straciłabym to co mam itp itd.

A mi na duk potrzebne aparaty. Nie mogę za bardzo funkcjonować bez nich. Po co mam chodzić na zajęcia, jak całkiem nie będę słyszała. Spotykać się z ludzmi. Nie mówiąc o poznawaniu nowych, bo przecież jak każdy- chciałabym mieć kogoś i być szczęśliwa. Gdybym miała znajomych głuchych i bym się obracała w ich towarzystwie tylko, to może współstworzyłabym z nimi świat. Ale ja żyję jako słysząca i naprawdę ciężko mi żyć w świecie ciszy. Tak samotno..

Nie wiem skąd wezmę tyle kasy. Jeszcze nie wiem. Zastanowię się. Kurde, tylko miesiąc!

 

17:41, aniolek_ola
Link Komentarze (10) »

Kłopoty to moja specjalność. Kurwa. Osłabia mnie to wszystko, od roku ciągnę jedną sprawę i nie mogę nic załatwić. Trochę załatwiłam, ale wciąż mi brakuje. Kurwa, kurwa, kurwa. *

*komu przeszkadza słowo na "k" niech przymyka oko. Muszę rozładować swoją złość.

niedziela, 18 kwietnia 2010

    Wiatr mnie pędzi po drogach,
    wiatr, bóstwo odmiany
    o dmuchających policzkach.
    Kocham ten wiatr,
    cieszę się
    odmianom.

    Chodzę po świecie
    we dwoje albo sama
    i miłe są jednakowo
    tęsknota i śmierć tęsknoty,
    która nazywa się spełnienie.

    Czegoś jest we mnie za dużo.
    Przelewam się przez brzegi
    jak drożdże. Drożdże mają
    swój własny rodzaj szczęścia.

    Idę, ciągle idę,
    czasem przyłącza się do mnie mężczyzna.

    Idziemy razem,
    on mówi, że to do śmierci,
    potem gubi się o zmroku
    jak rzecz nieważna.

    Anna Świrszczyńska

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 23