Tagi
statystyka Marzycielska Poczta.
środa, 27 maja 2009

Odebrałam prawo jazdy, teraz zajmuje miejsce wśród moich dokumentów. Może najmę się na kierowcę:).

Swoją drogę jak strasznie zdzierają z ludzi, którzy chcą mieć prawo jazdy. Kurs, opłaty, egzaminy, dodatkowe jazdy, szkolenia itp. Za to, żeby wydali też trzeba zapłacić, zaskoczyło mnie w Starostwie żądanie opłaty za wydanie. Niby tylko 70 zł, ale dla mnie to sporo. Zwłaszcza że utrzymuję się sama i spokojnie wystarczy mi to na jedzenie na tydzień.

Brat się pytał, kiedy odbieram autko z salonu. Powiedziałam, że dziś wieczorem, różowe lamborghini:D.

wtorek, 26 maja 2009

Zaczynam świrować. To z samotności i frustracji. Ciężko, ciężko, coraz ciężej. Nowy krok, zarejestrowałąm się na portalu randkowym, cafe.pl. Miałam problem z wyborem, wszędzie zboczuchy. Nie będę szukać, poczekam na oferty. Może ktoś wartościowy się trafi i może ja się przełamię...

Nie wiem, jest mi głupio niesamowicie, ale już naprawdę mi źle. Nie poznaję nikogo, nie mam jak i gdzie. Na imprezy nie bardzo z kim, wszyscy zajęci, zaraz sesja, a sama nie chcę wychodzić. Może gdybym popytała się znajomych, to może bym kogoś namówiła, ale nie chcę być nachalna. A jeszcze sporo nauki mam, wiem, że powinnam się uczyć, a nie myśleć o randkach. ?Ale jak się uczyć, kiedy nastrój kiepski, i tylko płakać by się chciało.. A ja nie chcę wiele. Miłe popołudnie, spacery, kino, uścisk rąk, uśmiech. Po co mam dbać o siebie jak nikogo nie obchodzi jak wyglądam. Jest mi przykro i żal. Może to tylko teraz, może jutro mi przejdzie. Ale... Kap, kap..

Przyjechałam do domu, na Dzień Mamy. Życzenia złożyłam, dałam ładny prezent, ale ogólnie koszmar.. Nie chcę na razie tu przyjeżdzać. To też mnie dobija.

Od poniedziałku zaczynają się egzaminy, więc powoli się przygotowuję. Nie powinno byc źle, stresowałam się gorzej kiedyś. A teraz to lotto...

Wiem, jestem żałosna.

sobota, 23 maja 2009
Czy wszystko się moze zdarzyć, gdy głowa pełna marzeń?
wtorek, 19 maja 2009

Wycieczka do Lublina była dla mnie bardzo ważna. Miasto piękne, z klimatem, pogoda dopisała. Trochę przygód było po drodze, ale w końcu dotarłam:).  Ale najważniejsze było towarzystwo. I rozmowa. Szczera, ale do tego powalająca. Świat wygląda teraz inaczej, pewne autorytety legły w gruzach. I serce ściska i żal, że nie byłam wtedy przy niej, że dowiedziałam się dopiero teraz, że nie pomogłam jej. Płakałam jak wracałam. Może przesadzam, ale wywarło to na mnie wielkie wrażenie. Szanuję L. mimo wszystko, kocham i postaram się nigdy nie zawieść. I rozumiem. Nie jesteś samotną wyspą kochanie.

A oprócz tego, tęskni mi się za kimś, kogo nigdy nie widziałam. Wplątałam się w dziwną relację, przyjacielską, ale.. Chcę wiecej. On niby też, ale też "ale".

Oprócz tego przygotowania do sesji, za tydzień, dwa pierwsze zaliczenia i egzaminy. Dużo zapału, wczoraj siedziałam kilka godzin i nie płakałam;D. Spokój na stancji się przydaje:). Jest mi naprawde dobrze. Kombinuję  by zostać na wakacje <tylko nie wiem czy się utrzymam, musze mieć pracę> i na następny rok akademicki. Dostałam super stypendium, własnie szaleję po sklepach- głównie księgarniach hihi.

A i mam wrażenie, że się marnuję jako kobieta. Że mogłabym wiele szczęścia komuś dać. Psychicznego, fizycznego, seksualnego.  Ale nie bardzo jest komu. Marnuję się  i nie umiem na to poradzić...

piątek, 15 maja 2009

Bo czasem fajnie wrócić do mamy.

Pachnie bez. Maj. Jak pięknie.

czwartek, 14 maja 2009

To jest to czego potrzebowałam. Niezależność, spokój, wolność. Mam czas na pobycie samej, na rozmyślania, ale też na spotkania towarzyskie. Wczoraj byłam na imprezce, bardzo miło, poznałam kilku ludzi, spotkałam też znajomych. No i czas spędzony z Ka dodał mi energii. Z rodzinką tez dobrze, dziś wieczorem pojadę pewnie do domu.

A w niedzielę UWAGA UWAGA:) jadę do Lublina:). Odwiedzę przyjaciółkę:*.

 

poniedziałek, 11 maja 2009

Nadchodzi kolejny tydzien niezależności. Ciężko z oszczędzaniem, wydatków sporo, potrzeb również. Dochody nienajgorzej, ale i tak nie starcza na wszystko co bym chciała. Money money... Ale dam radę:).

Na stancji jest mi dobrze, świetnie trafiłam. Warunki dobre, współlokatorki miłe. Trochę komputera mi brakuje- netu, ale specjalnie w domu zostawiłam. Trzeba walczyć z nałogiem. Najbardziej brakuje rozmów na gg, z niektórymi osobami nie bardzo mogę kontaktować się inaczej. Ale trudno, co nas nie zabije to wzmocni.

W domu syf jak wróciłam < w sobotę po południu>, mama z siostrą sobie nie radzą, heh przyzwyczaili się, że wiele ja robię. Ale nabiorą wprawy. Ale i tak swój pokój ja musiałam sprzątnąć <Kasia urzęduje tu, ale nie sprząta>, umyłam wszędzie podłogi i skosiłam trawnik przed domem, pranie, kąpiel i jeszcze babski wieczór z Wielką Ka.

Ech, te moje przyajciółki mają problemy z facetami, <trzy>, każda całkiem inny i każdej chciałabym pomóc, tylko rady jednak na to nie ma za bardzo.

Dostałam zaproszenie na imprezę, w każdym razie ktoś się wypytywał, czy będę i żeby spotkać się na miejscu. Jeszcze nie wiem, sama nie pójdę. Zobaczymy. Chciałabym sie pobawić, spedzic miło czas. Nie samą nauką człowiek żyje. A uczę się dużo ostatnio- przygotowania do sesji. Oby tak dalej i oby jeszcze lepiej.

Szczególnie ciepłe pozdrowienia dla Lidki. Trzymaj się Skarbie.

niedziela, 10 maja 2009
Życie na poczekaniu

 

Życie na poczekaniu
przedstawienie bez próby
ciało bez przymiarki
głowa bez namysłu.

Nie znam roli, którą gram
wiem tylko, że jest moja - niewymienna.

O czym jest ta sztuka zgadywać muszę wprost na scenie.
Kiepsko przygotowana do zaszczytu życia narzucone mi
tempo akcji znoszę z trudem
Improwizuję, choć brzydze się improwizacją
Potykam się co krok o nieznajomość rzeczy
Mój sposób życia zatrąca zaściankiem
Moje intynkty to amatorszczyzna
Trema tłumacząc mnie tymbardziej upokarza
Okoliczności łagodzące odczuwam jako okrutne

Nie do cofnięcia słowa i odruchy
nie doliczone gwiazdy
charakter jak płaszcz w biegu dopinnan-
oto żałosne skutki tej nagłości.

Gdyby choć jedną środę przećwiczyć za wczasu
albo choć jeden czwartek raz jesszzcze powtórzyć
a tu już piątek nadchodzi z nieznanym mi scenariuszem
Czy to w porządku? -
pytam (z chrypką w głosie bo nawet nie dano mi odchrząknąć
za kulisami)

Złudna jest myśl, że to tylko pobieżny egzamin
składany w prowizorycznym pomieszczniu. Nie.
Stoję wśród dekoracji i widzę jak są solidne
Uderza mnie precyzja wszelkich rekwizytów
Aparatura obrotowa działa od dłuższej już chwili
Pozapalane zostały nawet najdalsze mgławice
Oh, nie mam wątpliwości, że to premiera
i cokolwiek uczynię zamieni się nazawsze w to
co uczyniłam.

 

W. Szymborska

sobota, 09 maja 2009

W domu jestem:)

Ale na stancji pozytywnie. Samodzielność niezależność to coś co lubię

wtorek, 05 maja 2009

Zdałam prawo jazdy:).

Zmiany, zmiany, na lepsze.

poniedziałek, 04 maja 2009

No więc tak.. Jutro wieczorem, jeśli wszystko będzie dobrze, wyprowadzę się na stancję. Muszę tylko sobie transport załatwić, bo się nie zabiorę ze wszystkim;D. Ale nie jest tak dużo, muszę w ogóle uzupełnić sobie garderobę. Bo albo niemodne, albo zniszczone, albo nie ten rozmiar. Może sobie coś teraz pokupuję. Na pewno spódnicznki i jakieś szorty i ze dwie pary butów na obcasach. Będę pokazywać nogi:).

Aby tylko kasy starczyło.

Trochę się denerwuję, ale jestem dobrej myśli. Powinnam sobie poradzić, poza tym nie bedę mieszkać na biegunie, tylko 15 km od domu rodzinnego, a w mieście mam mnóstwo znajomych.

Napisałam do Aśki z przeprosinami, za przykre słowa i powiedziałam, że nie będę jej obgadywać, ani robić na złość. Nie musiałam być taka wredna. Pewnie mi nie wybaczy, ale spoko, nie chcę się z nią przyjaźnić, ale nie chcę żyć w nienawiści. Bo niezgoda rujnuje.

Byłam też na Mszy dziś, intencja za nową drogę życia. No i spowiedź, znów u księdza A. Dobrze jest mieć stałego spowiednika,  miło jak pamięta, pyta, co się zmieniło. I nie było tak strasznie jak ostatnim razem, bez stresu. Bo krótszy czas i nie tyle grzechów. I pokuta lżejsza;D.

Spotkałam też siostrę Zosię, starą znajomą, pogadałyśmy, dała mi błogosławieństwo na nową drogę życia. Wiem, że dobrze mi życzy, zawsze mi jakoś doradza. Bo mądrych ludzi jak na lekarstwo.

A więc jutro...

Wszystkich chętnych do odwiedzenia- zapraszam:).

A i dziękuję za wsparcie:*. Szczególnie Tomkowi i Lidce. Buuuziaaaa:*

niedziela, 03 maja 2009
Ile jeszcze samotnych niedziel? Ile???
sobota, 02 maja 2009

Wybrałam się dziś rowerem do dobrej koleżanki. Trochę spontanicznie wyszło, ale bardzo się ucieszyła, wyjechała mi naprzeciw nawet;).  Spędziłyśmy bardzo miłe popołudnie. Pogadałyśmy jak za starych czasów. I nie wiedziałam, że ma takie problemy. Ostatnio widywałyśmy się przelotem,albo przyjeżdzała ze swoim chłopakiem, to nie mogłyśmy rozmawiać zupełnie swobodnie. Cieszę się, że mogłam jej wysłuchać i spróbuję coś na poradzić. No i schudła strasznie, z 47 na 44 kg, co ją załamuje;/. A tak, to mnóstwo żartów, bawiłyśmy się z jej siostrzeńcem, tego Kubusia miałyśmy zaszczyt też kąpać:), strasznie nas ochlapał, zrobił nam myju myju:). Z całą jej rodzinką pogadałam, chyba mnie lubią;), wszystkich prawie znam. I przejażdzka była super, forma moja ok.

Więc pozytywnie:)

http://www.tekstowo.pl/index.php/tekst/Robert_Janson/Ma%25B3e_szcz%25EA%25B6cia

piątek, 01 maja 2009

Niektóre słowa są jak trucizna.. Niby jej nie chcemy, wiemy, że złe, bez sensu. Ale zatruwają duszę, serce, myśli, ciało słabnie, a duch upada. Precz Joanno!

Bo z przyjaźni powinniśmy czerpać dodatkową energię.

Przyjaciel to jakby zapasowa bateria albo dodatkowa tabliczka czekolady. Dodaje nam sił, wspiera, poprawia humor. jednym słowem ładuje nas pozytywną energią.

Prawdziwy przyjaciel działa na nas kojąco.

Wszystko mi na głowę spada ostatnio. Drzwiczki od szafki także. Auć!