Tagi
statystyka Marzycielska Poczta.
poniedziałek, 26 kwietnia 2010

Śpię ostatnio dużo, śnię, przesypiam całe poranki, drzemki po południu i mocny sen w nocy. To nie jest normalne. Kiedyś, gdy miałam problemy to nie spałam całymi nocami. Teraz sen to lekarstwo na stres- nie myślę wtedy, nie martwię się. Miewam wprawdzie dziwne sny, ale one są bardziej zaskakujące niż smutne.

Muszę się obudzić. Życie, wiosna, ludzie wokół, a ja śpię.

niedziela, 25 kwietnia 2010

Śnił mi się koniec świata. Że to już niedługo, zbliża się. I że zmartwychwstały dinozaury i służyły ludziom, bo też się bały.

...

17:11, aniolek_ola , Śmiesznie
Link Komentarze (1) »
wtorek, 20 kwietnia 2010

Dobrze, napiszę o co chodzi, może mi ulży, może mi ktoś pomoże..

Chodzi o to, że jestem osobą słabosłyszącą, praktycznie głuchą. Nie pisałam o tym na blogu, bo było mi głupio, nie chwalę się tym i nie jest to najważniejsza część mojego życia. Noszę aparaty, bardzo mocne i dzięki czemu funkcjonuję jako osoba słysząca- studiuję, całe życie chodziłam do masowych szkół, uczę się dobrze. Mam słyszących przyjaciół, facetów, znajomych, mówię w miarę dobrze, z porozumiewaniem się nie mam problemu. Języka migowego nauczyłam się niedawno, ale to też zapominam, bo nie bardzo mam z kim migać, obracam się w towarzystwie osób słyszących.

Jednakże mam problem- moje aparaty są stare. Kiedyś działały dobrze, w miarę dobrze słyszałam, mogłam rozmawiać przez tel, słuchać muzyki, reagowałam na to, jak wołał mnie ktoś stojący za mną. Najpierw popsuł mi się jeden, ale miałam drugi. Wystarczało mi to, nosiłam go na tym uchu co lepiej słyszę. To było w zeszłym roku na wiosnę. Pomyślałam, że został mi tylko jeden i muszę załatwić kasę, zaczęłam się starać o dofinansowanie. NFZ refunduje aparaty co 5 lat, moje miały 6. Zebrałam wszelkie zaświadczenia lekarskie, moja dr laryngolog wypisała mi skierowania. Wg ustawy należy mi się 1500 zł na aparat, czyli razem 3 tys złotych na oba. Jednakże najtańsze dla mnie aparaty kosztują conajmniej 3,5 tys złotych, więc oba- ponad 7 tys. Brakuje mi ponad 4 tys złotych.. Wiedziałam się, że można starać się o dofinansowanie z PFRON, a wnioski składać do Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie. Na maj zeszłego roku złożyłam w PCPR wniosek wraz z całą dokumentacją (trzeba zaświadczenia lekarskie, zlecenie, zaświadczenie o dochodach, zaświadczenie, że się uczę i zaświadczenie z NFZ że mi też dofinansują). Rozpatrzono negatywnie- powiedziano,  że na ten rok nie mają już pieniędzy i żebym składała w styczniu 2010.. Że może pod koniec roku coś jeszcze im przyjdzie z PFRON. Cóż, opadły mi ręce. Ale wtedy miałam czas, że miałam ogólnie problemy, ostra sytuacja w domu- z moim ojczymem, problemy ze sobą, postanowiłam się wyprowadzić z domu. Myślałam tylko o bieżących potrzebach, że póki jako tako słyszę, to jakoś to będzie. Jednakże na sam koniec lipca popsuł mi się ten co mi został. Coś tam trochę czasami słyszałam, dużo czytam z ust, ale to było tak jakbym wsadziła głowę w wodę i stamtąd słuchała. Okropnie.

Przez cały sierpień próbowałam załatwić dofinansowanie. Dupa, nic z tego. W PCPR rozłożyli ręce, nie mają kasy, powiedzieli mi przecież to już w maju. Napisałam do samego PFRONu, owszem dostałam odpowiedź, całkiem miły pan, napisał mi, że PFRON ogólnie ma mało pieniędzy, że oni środki na dofinansowania właśnie wysyłają do Powiatowych Centrów i że nie mogą mi pomóc. Poszłam do Związku Głuchych w moim mieście. Nie byłam tam od lat, ale miałam nadzieję, że mi pomogą. Nawet nie wiedziałam, że taka moja dalsza ciotka została tam prezeską. Ale oni też nie mają kasy. Tyle, że ucieszyli się, że przyszłam, zaproponowali mi właśnie ten kurs migowego, że akuart organizują, że mają psychologa, doradcę zawodowego, świetlicę i żebym przychodziła. No to taki plus tego wszystkiego, że poznałam nowych ludzi i nowe możliwości. Ale też czułam się trochę głupio, w zawieszeniu. Ciężko mi było się dogadać- nie umiałam migać dobrze, a słyszałam bardzo słabo.

Zgłosiłam się też do Centrum Niepełnosprawnych przy mojej uczelni, że może mi coś poradzą. Powiedzieli mi, że kasy mi dać nie mogą, ale mają w swoich zbiorach aparaty i mogą mi pożyczyć na semestr, jako studentce. Podpisałam umowę i wzięłam. Ale to słabe są. Potrzebuję naprawdę mocnych, mam -80 i - 100 db niedosłuchu , a te są na -50. To tak jakby osobie z wadą - 4 dioptrii dano okulary na -1,5. Coś tam będzie widziała, trochę lepiej, ale i tak to nie będzie to..

W tymże Centrum pani obiecywała mi też pomoc, ze pomoże mi szukać fundacji, innych dróg dofinansowania, po to tam jest. Powiedziała mi, żebym się zgłosiła do niej za parę dni. Po kilku dniach idę do niej z nadzieją w sercu, że mi pomoże. A ona.. Wie pani co, niech może pani pochodzi po większych firmach naszego miasta, zagada do różnych prezesów i może któryś się zgodzi dać pani pieniądze.. Ręce mi opadły, może miałam jeszcze chodzić tylko w mini i w staniczku, dupy dawać, bo jak jestem dość ładna i zgrabna, to może któryś poleci i "uczciwie" zapracuję? No żal..

Pochodziłam trochę w tych wypożyczonych aparatach, ale kiepsko w nich słyszałam, naprawdę nic mi nie dawały. Włączyłam stary znów, coś jakby mu się poprawiło. Moja protetyczka powiedziała, że może odpoczął, że trudno żeby sprzęt elektroniczny, używamy przez kilka lat, codziennie po wiele godzin, w różnych warunkach (i upał i zimno i wilgoć i gdy sucho itp) działał cały czas dobrze. Obecnie nie działa funkcja regulowania głośności, nie ma wyciszania hałasów, nie słyszę nic przez tel, piszczy często, ma gorsze i lepsze czasy, ale jakoś żyłam w nim, dawałam radę, miał lepszy czas.

Na nikogo z rodziny nie mogłam liczyć. Mój ojciec nie żyje, mama ma męża, który ją notabene niedawno zostawił i sama ma mnóstwo problemów, bo on nie płaci alimentów, mają dwoje dzieci. W wakacje przeciekał dach, musiała zrobić nowy, zapożyczyła się i jeszcze sama nie oddała wszystkiego. Bardzo jej współczuję, nie mogę nic od niej wziąć, zresztą ona nie ma co mi dać. Nie mam bogatej rodziny, każdy ma swoje problemy, dwoje jest takich bogatszych, to jedno niedawno otworzyło swoją firmę i wszystko zainwestowało w nią i nie mają kasy, a drudzy mają trochę pieniędzy, ale wiem, że ciężko na to pracują  i jeszcze córka im się hajta w tym roku, a wesele kosztuje i remont mają. Więc też dupa.

W listopadzie dowiedziałam się w Związku, że PCPR dostało dodatkową kasę z PFRONu. Wielka nadzieja, że może akurat coś dostanę, poszłam jeszcze raz, pytać się, uaktualnić wniosek. Nie dostałam się jednak, bo była kolejka, że dostali ci, co pierwsi złożyli wnioski w 2009 roku, ale nie załapali się na pierwszą turę. Ja z moim wnioskiem złożonym w maju mogłam się wypchać, za późno złożyłam..

W tymże roku pilnowałam swoich spraw- wnioski przyjmowali 25 stycznia, więc tego dnia rano pojawiłam się z cała teczką dokumentów- zaświadczenia lekarskie, zaświadczenie o dochodach, zaświadczenie z NFZ, faktury proforma na aparaty itp itd. Zgodnie z zasięgniętymi informacjami jako należąca do grupy- dzieci i młodzież ucząca się do 26 roku życia należy mi się 2 x 2250 zł. Czyli tyle ile mi brakuje. Złożyłam wniosek i kazali mi czekać.

Czekałam luty, marzec, pół kwietnia.. Aż poszłam sama i się spytałam w zeszły piątek.

Akurat trafiłam jak paniusie pisały powiadomienia o rozpatrzeniu wniosków. Powiedziano mi, że dostałam dofinansowanie;)

Ale...

900 zł na aparat, czyli 1800 zł razem. A spodziewałam się - i dawano mi taką nadzieję, że 4500..

Niby dobre i to, ale wraz mi brakuje sporo kasy. Potrzebne mi 7,5 tys conajmniej, bo najtańsze aparaty na moją wadę słuchu są po 3,5 tysiąca jeden. A takie naprawdę dobre, najnowszej generacji- po 5 tys. Ale nie ma co marzyć.

Z NFZ mam 3 tys, z PCPR 1800 = 4800.

A i jeszcze mi powiedziano, że dofinansowanie ważne tylko miesiąc, w ciągu miesiąca mam uaktualnić wszystkie zaswiadczenia lekarskie, z nfz, zaświadczyć wkład własny, i jeszcze inne rzeczy, które oni wymagają.

A dziś mi się kurwa aparat całkiem popsuł;(:(:(:(. Nic nie mogę. Poszłam do szkoły, nie słyszałam dziewczyn co mówią. Poszłam na bok, Martusia spytała się co mi jest. Aż się jej popłakałam. Napisałam do mamy, ona, że spróbuje coś załatwić. Zadzwoniła do mojej protetyczki, fajnej babki, ta jej powiedziała, żeby się odwołała od decyzji, że za mało dostałam, należy mi się po 2250. Mama przyjechała do miasta, poszłyśmy do PCPR, bo sama bym się nie dogadała. Ale nic z tego, to odgórna decyzja, one nie mają wpływu. Mogę pisać odwołania, ale to by potrwało i straciłabym to co mam itp itd.

A mi na duk potrzebne aparaty. Nie mogę za bardzo funkcjonować bez nich. Po co mam chodzić na zajęcia, jak całkiem nie będę słyszała. Spotykać się z ludzmi. Nie mówiąc o poznawaniu nowych, bo przecież jak każdy- chciałabym mieć kogoś i być szczęśliwa. Gdybym miała znajomych głuchych i bym się obracała w ich towarzystwie tylko, to może współstworzyłabym z nimi świat. Ale ja żyję jako słysząca i naprawdę ciężko mi żyć w świecie ciszy. Tak samotno..

Nie wiem skąd wezmę tyle kasy. Jeszcze nie wiem. Zastanowię się. Kurde, tylko miesiąc!

 

17:41, aniolek_ola
Link Komentarze (10) »

Kłopoty to moja specjalność. Kurwa. Osłabia mnie to wszystko, od roku ciągnę jedną sprawę i nie mogę nic załatwić. Trochę załatwiłam, ale wciąż mi brakuje. Kurwa, kurwa, kurwa. *

*komu przeszkadza słowo na "k" niech przymyka oko. Muszę rozładować swoją złość.

niedziela, 18 kwietnia 2010

    Wiatr mnie pędzi po drogach,
    wiatr, bóstwo odmiany
    o dmuchających policzkach.
    Kocham ten wiatr,
    cieszę się
    odmianom.

    Chodzę po świecie
    we dwoje albo sama
    i miłe są jednakowo
    tęsknota i śmierć tęsknoty,
    która nazywa się spełnienie.

    Czegoś jest we mnie za dużo.
    Przelewam się przez brzegi
    jak drożdże. Drożdże mają
    swój własny rodzaj szczęścia.

    Idę, ciągle idę,
    czasem przyłącza się do mnie mężczyzna.

    Idziemy razem,
    on mówi, że to do śmierci,
    potem gubi się o zmroku
    jak rzecz nieważna.

    Anna Świrszczyńska

Mam ochotę krzyczeć. I duszę się.

Zwariuję.

wtorek, 13 kwietnia 2010

-Powinnaś mieć wielu kochanków.
-Wiem, miły.
-Miałem dużo kobiet.
-Miałam mężczyzn, miły.
-Jestem człowiekiem skończonym.
-Tak, miły.
-Nie ufaj mi.
-Nie ufam, miły.
-Boję się śmierci.
-Ja też, miły.
-Nie odejdziesz ode mnie.
-Nie wiem, miły.
-Jestem sam.
-Jak ja, miły.
-Przytul się do mnie.
-Dobranoc, miły.

Anna Świrszczyńska

niedziela, 11 kwietnia 2010

Ogólnie to smutny weekend, katastrofa, żal ludzi mi tych wszystkich. Na bieżąco śledzę wszelkie relacje, nowe informacje, myślę o tym wszystkim. Bardzo współczuję rodzinom i bliskim tych co zginęli. Nie tylko tym ważnym, ale także wszystkim co lecieli tym samolotem. To nie tylko osoby na stanowiskach, ale przede wszystkim ludzie. Brak słów, by opisać ich ból. I trochę strachu- co będzie z tą Polską?

 

Czytałam dziś wywiad z zeszłego roku, z p. Marią Kaczyńską. Bardzo mnie poruszyła końcówka tekstu:

Czy jestem szczęśliwa? W pewnym stopniu tak. Mam oddanego męża, córkę, wnuczki. Kochamy się i to jest najważniejsze. A życie mam na pewno niezwykle ciekawe. Co się zdarzy za pięć, dziesięć, piętnaście lat? Nie zastanawiam się nad tym, nigdy nie miałam dalekosiężnych planów. Wierzę, że spotka mnie jeszcze wiele dobrego. ....

Faktycznie nie ma co robić dalekosiężnych planów..

 

 

 

sobota, 10 kwietnia 2010

Choć ogólnie nastrój miałam z rana dobry i frywolny, fajna impreza wczoraj, super towarzystwo i czułam się sexy. Gdy się dowiedziałam o tragedii, to do mnie nie dotarło od razu, dopiero teraz... Szkoda ludzi, bardzo, każdego, nie tylko prezydenta i tych ważnych, ale każdego, kto był na pokładzie.

I co z tą Polską będzie? Przeczuwam zmiany, duże zmiany.

piątek, 09 kwietnia 2010

 

Uwielbiam tę kobietkę;).

 

Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, kiedy nasze skrzydła zapominają, jak latać. - Antoine de Saint-Exupéry

Jeden prawdziwy przyjaciel przyczynia się bardziej do naszego szczęścia niż tysiąc wrogów do naszego nieszczęścia.- Marie von Ebner-Eschenbach

 

poniedziałek, 05 kwietnia 2010

Na wyciągnięcie ręki
Na odległość szeptu
Na noce samotne i złe
Na poranków leniwą bezsenność
Mnie już nie masz
I kiedy znów skarcić mnie zechcesz
Za pocałunki zbyt czułe
Pieszczoty zbyt delikatne
Splecenia dłoni
Nieprzypadkowe
Lecz zamierzone i tęskne bliskości
Mnie już nie będzie
I choć szepniesz
Jak zawsze spóźnione
Przepraszam
Choć ramienia nadstawisz
Bym głowę złożyć na nim mogła
Choć będziesz krzyczał i złorzeczył
Aniołowi naszemu
Że zdarzyć się miłości pozwolił
Nie wrócę
Zaśnij więc
Snem spokojnym i cichym
Oczy zamknij
By łez nieszczerych wylewać nie musiały
Policzek przytul do zimnej poduszki
Zaśnij
A kiedy zbudzisz się
Niepewny
Czy sen to czy jawa
Kochaj dalej
Na wyciągnięcie ręki
Na odległość szeptu
Kochaj
bez wzajemności

 

Paulina Peciak

22:15, aniolek_ola , Przeczytane
Link Komentarze (2) »

Nie jest źle, dość spokojnie, ale chciałabym już uciec z domu. Nudno jest i smutnawo. Przynajmniej dzisiaj.

Dużo jem;/. Ale mam apetyt i tyle smacznych rzeczy. Z kilo co najmniej mi przybędzie. Ale luz.

Jutro wracam na stancję.

Ludzie są wciąż tacy sami, nie zaskakują mnie. A chciałoby się coś pozytywnego, odmiany, uśmiechu, iskry. Sama też nie wiem czy tak wiele mogę zaoferować. Czuję się taka ograniczona, słaba, że niewiele mogę. Zmęczona, smutna, głodna wrażeń, a jednocześnie nie mająca na nic ochoty. Tylko siąść i płakać.

Nie chcę tak.

sobota, 03 kwietnia 2010

 

Wesołych Świąt kochani goście;)