Tagi
statystyka Marzycielska Poczta.
czwartek, 30 kwietnia 2009

Trochę się boję, chwilowa panika i smutek. Aż mi niedobrze Mam nadzieję, że mi przejdzie.

środa, 29 kwietnia 2009

Znalazłam stancję. Pokój jednoosobowy, balkon, łózko, biurko, szafa, krzesła. Reszta mieszkania ładna, przytulna. Cena taka o, nie tanie i nie takie drogie. Do centrum w miarę blisko, na uczelnię trochę dalej, ale mogę się przejść, na zdrowie mi wyjdzie:).

Wprowadzam się w poniedziałek lub wtorek.

Zapraszam:)

poniedziałek, 27 kwietnia 2009
Zmęczona, ale super nastrój ogólnie- dziś. Pielgrzymka taka sobie, dużo irytacji i złości przez osobę postronną. Ale trochę rozważań i dużo modlitwy szczerej było. Aby tylko się spełniło. Parę nowych znajomości, uśmiechu i wygłupów, więcej wiary, w siebie też.
czwartek, 23 kwietnia 2009

73 Ogólnopolska Pielgrzymka Akademicka na Jasną Górę.

Pojadę. Będę tam. Wrócę.

Czy wszystko się zmieni czy będzie tak samo?

środa, 22 kwietnia 2009

Mało czasu mam. Choć zmęczona- lubię to:)

wtorek, 21 kwietnia 2009

Z A. rozluźniłam przyjaźń m.in. dlatego, że jest głupia. Jej niewiedza, bezmyślność, poglądy, brak rozsądku, brak oczytania są powalające. Przykładów może być mnóstwo. Ja podam dzisiejszy. Szłyśmy ulicą i chciałam wejśc do sklepu po tampony, bo mi się skończyły. Zaczęła mówić, że jej się właśnie okres skończył, że u niej trwa z tydzień, że po trzech dniach tylko lekko krwawi, ale majtki wraz się brudzą, wiec nosi tampon. Ale to też ją wkurza, bo jak nosi tampon, to często jest prawie czysty, dlatego go nie wyjmuje, tylko wsadza na np trzy dni i wyjmuje jak całkiem napęcznieje!!!!!!!!

Ręce mi opadły!

Dla niewtajemniczonych: tampon trzyma się max. 3-6 godz, dłużej grozi to wstrząsem toksycznym, infekcja itp. A ona chodzi z tym 3 dni!

Zaczęłam jej tłumaczyć, że tak nie można, a ona jak zwykle się zaparła, że do tej pory nic jej nie było i że przesadzam itp. Wkurwiłam się. Jakoś jej udowodnię, że mam rację, żeby to się nie skonczyło kłopotami zdrowotnymi. No ale w XXI wieku?!?!?!?!?!? Jestem w szoku. Przeszła samą siebie...

Potem zaczęła opowiadać o swoim chłopaku, co oni robili... Już jakiś czas temu tu napisałam, że o pewnych rzeczach nie chcę wiedzieć, a ona wraz mi to mówi. Ale mnie to krępuje. Nie chcę znać szczegółów ich intymnego pożycia. To są ich sprawy, szczególne. Wątpię, by K. był zadowolony, że ja o tym wiem, że w ogóle komuś to opowiada. Dziś jej to powiedziałam, że nie chcę tego słuchać, ze mnie to nie interesuje, próbowałam uświadomić, że o pewnych rzeczach się nie mówi, że to sprawa partnerów, że to tabu dla innych. To obraziła się, że przecież po to ma mnie, żeby opowiedzieć, bo przeciez mamie tego nie opowie. Zaśmiałam się ironicznie, że może księdzu na spowiedzi, ale że ja tego słuchać nie mam zamiaru.

No więc wróciłam lekko wkurwiona <z kim ja się zadaję!!>.

A oprócz tego jest dobrze. Z mamą pogadałam po raz pierwszy od lat zupełnie szczerze. Powiedziałam wszystko co mi na sercu leży, bez owijania w bawełnę, odrzuciłam obawy, że może się obrazić. Ale zrozumiała i jest nawet lepiej w domu.  I pomoże mi. Jutro wychodzi lokalna gazeta z ogłoszeniami, kupię i będę dzwonić i szukać intensywnie od następnego tyg. bo teraz nie bardzo mam czas. Nauka do egzaminu i przygotowania do pielgrzymki.

Jestem pełna pozytywnej energii, uśmiecham się i nadzieję mam, że się uda, że będę szczęśliwsza, lub samo to, że postanowiłam się wziąć w garść, to jest Coś.

I biegam:). W piątek przebiegłam z L. dość długą trasę. Zawsze dzielimy ją na etapy- że raz bieg, raz trucht. A w pt przebiegłyśmy całą i dopiero pod koniec dostałyśmy kolki. Wczoraj miałyśmy mierzyć czas, ale zagadałyśmy się i zapomniałyśmy, ale też się lekko biegło. I czuję się lepiej. Mogę chodzić po sklepach pół dnia-forma się przydaje:D. Ale serio, prawie nogi mnie nie bolą. Biegamy teraz co dwa dni. Plus tego ograniczam się trochę w jedzeniu, dużo soku pomidorowego- polubiłam i wczesne kolacje. Więc znów się mieszczę w mój żółty żakiecik z jesieni:). I cera jakaś ładniejsza- to może skutek zdrowszego odżywiania się. Więc ogólnie- pozytywnie.

niedziela, 19 kwietnia 2009

Podjęłam decyzję. Wyprowadzam się z domu. Na razie na maj i czeriwec. Chcę odpocząć, bo zwariuję. Czuję się jak w klatce. Długo by pisać co czemu i jak. Ale mam nadzieję, ze postanowienia nie zmienię.

Od następnego tygodnia szukanie mieszkania.

Aby tylko się udało.

sobota, 18 kwietnia 2009

Trudno przebaczać. Zwłaszcza osobie, która krzywdzi moich najbliższych. I to notorycznie, od lat.

Wszyscy mu już przebaczyli. A ja zapomnieć nie mogę. Nie jest w porządku. Żadnych konsekwencji nie ponosi, nie powiedział słowa "przepraszam".
Ale to ja jestm ta zła, bo przecież jak to, nie jestem milutka, nie umiem przebaczać. Ale ja ścierpieć tego nie mogę. No żeby sie o to postarał!

Nienawidzę mojego ojczyma.

 

czwartek, 16 kwietnia 2009

Rozgadałam się ostatnio. Dużo rozmawiam. Wcześniej czasami zdarzały się momenty niezręcznej ciszy. A teraz? Mogę i całymi nocami:). I dobrze mi się słucha i mówi, nie mam problemu z tematami, brak tabu, dużo żartów. To fajnie, czuję sie pewniejsza siebie. Za to mniej piszę od siebie, tu na blogu.

A i jeszcze jest coś takiego jak mylne wrażenie. Dziś odbiło mi pójść na uczelnię w płaszczu, który kupiłam dwa lata temu i który ciągle wisi w szafie, bo go nie lubię. Już na przystanku żałowałam, że go założyłam, ale nie miałam już czasu się wrócić. Czułam się w nim głupio, źle i niewygodnie. A tu mnóstwo komplementów, że jak elegancko, ładnie, jasno. No no:). Ale i tak nie bedę w nim chodzić. Nie lubię go i już!

wtorek, 14 kwietnia 2009

Przyszła wiosna! Dzis pół dnia spędziłyśmy z mamą w ogródku. Głównie w truskawkach. Będą pyszne niedługo:). Prosto z krzaczka i bez nawozów.

I w ogóle jakoś pogodnie, słonecznie. Pozytywny nastrój. Dużo nadziei. Wiary- no nie wiem, wciąż mam pewne "ale". Jednak jestem spokojniejsza na duszy po spowiedzi. Jaśniej jest.

Święta dośc wesołe, mili goście:):):).

Jest dobrze.

Alkoholizm to choroba narodowa.
sobota, 11 kwietnia 2009

Z okazji Świąt życzyć chciałabym Wam.. Hmm...

  • pogody ducha,
  • radości,
  • uśmiechu,
  • rodzinnej atmosfery, nie tylko w święta, ale także przed i po,
  • smakołyków,
  • przyjemnego dyngusa:),
  • wiary, nadziei i miłości,
  • Zmartwychwstania w sercu.

Cóż, nie wiem czego życzyć więcej.

Wesołych Świąt:)

środa, 08 kwietnia 2009
Kochaj mężczyznę, który nazywa cię "ładną", a nie uważa za "sexy". Tego, który oddzwania, gdy odłożysz słuchawkę. Tego co nie śpi, abyzobaczyć cię śpiącą. Całuje twoje czoło. Który chce pokazać ci cały świat nawet gdy nie jesteś przyszykowana. Dla którego nie jest ważne czy stałaś się z biegiem lat grubsza czy chudsza. Który mówi: Co
chciałabyś zjeść - ja gotuję. Tego, co przed swoimi przyjaciółmi chwyta twoją dłoń. Czekaj na tego, który stale powtarza, ile dla niego znaczysz i jakim jest szczęściarzem mając ciebie. Tego, który swoim przyjaciołom przedstawia cię: To Ona. Kochaj tego, który kocha ciebie i prawdopodobnie będzie kochał cię zawsze.

00:27, aniolek_ola , Przeczytane
Link Komentarze (6) »
wtorek, 07 kwietnia 2009

Nie chce mi się pisać. Chwilowo się wyczerpałam. Chcę odpocząć.

P.S. Nie byłam u spowiedzi jeszcze, ostatni dzwonek jutro. Może się jeszcze zmobilizuję. Ale w ogóle nie mam chęci.

P.S.2. Czasu brak.

piątek, 03 kwietnia 2009

Ostatnie miesiące to czas zwątpienia i niewiary. Do kościoła chodzę rzadko, u spowiedzi byłam gdzieś tak jesienią i nie śpieszy mi się. Dużo podawać by powodów tego. M.in. jest to pewne uświadomienie, dostrzeżenie świata nie tylko przez pryzmat Kościoła katolickiego. Antropologia kultury, filozofia, etnografia. Do tego przekonanie się, że Kościół nie jest taki Święty, nie Jedyny i niejednolity. Apostolski też słabo. Z niektórymi prawdami wiary ciężko mi się zgodzić. Poglądy mają zacofane. Historia Kościoła bywa czasami śmieszna- bo z głupoty też można się śmiać.

Nie wszystko mi się w Kościele podoba. A jakiś czas ktoś mi powiedział, że to nie taca, że można wybierać to co fajne, a zostawić to co dla mnie fe. Nie chcę oszukiwać, być obłudna, fałszywa. Udawać wierzącą, lub nawet nią być, w miarę praktykować, ale nie stosować wszystkich zaleceń. Bo albo się jest członkiem kościoła całym, albo wcale.

Szczególny bunt budzi we mnie spowiedź. Nie chcę, nie mogę, nie mam ochoty. Komunia jest szczególnym przeżyciem, ale po dobrej spowiedzi. Ja takowej nie doświadczam. Po co spowiadać się z rzeczy, których nie żałuję? Mam obiecać poprawę-ale przecież nie dotrzymam. A nie chcę rzucać słow na wiatr, udawać pokorną, by pokazać rodzince i znajomym, że o to idę do komunii, czyli jestem grzeczna, pobożna, ufająca. A własnie że nie- jestem wątpiąca, bez chęci do praktyki. Msze mnie nudzą. Parada mody w kosciele też- patrz jak ona się ubrała, a z jakim facetem przyszła. Ale on ma brzydką żonę! Itp.

Mama, która z wiekiem staje się dewotką na początku próbowała mnie nawracać, przymuszać lekko, bym chodziła. Ale wie, że jestem uparta i sobie odpuściła. Powiedziała, że jestem dorosła i to moje życie. Super, atmosfera od razu zrobiła się lepsza. Szanuję jej wiarę i nie chcę burzyć jej spokoju swoimi wątpliwościami. Bo wiem, że jak się wierzy, to życie jest łatwiejsze, prostsze. Ale.. Nie, nie potrafię się przemóc, wrócić do tamtego stanu sprzed kilku lat np. kiedy wierzyłam głęboko, kiedy moje modlitwy odnosiły skutek, kiedy było jaśniej. Opór, bunt.

Jeszcze rok temu było dobrze. Wtedy pojechałam z koleżanką z roku na akademicką pielgrzymkę do Częstochowy. Ona nie bardzo chciała jechać, ale namówiłam ją. Było super. Poznałyśmy mnóstwo ludzi, głównie z naszej uczelni, kilka znajomości jest do dziś. Ciekawie spędzone 3 dni, świetna atmosfera, odmiana, mały cud. Matka powiedziała mi coś, posłuchałam się Jej, nie żałuję. To był ciężki czas, wróciłam wzmocniona. Ostatniego dnia była przysięga, że za rok wrócimy.

No właśnie.. Przysięgłam, ze wrócę. 24-26 kwietnia jest kolejna pielgrzymka. A. mnie namawia, teraz ona jest tą bardziej chętna. Używa tych samych argumentów co ja rok temu:). No i przysięga obowiązuje. Może to zmieni coś w moim życiu. W jej zmieniło, teraz ona jedzie by podziękować. Nie śmiem wierzyć, prosić...

I jeszcze jeden problem... 27 kwietnia, w poniedziałek o 9 rano mam egzamin z prawa jazdy. Jeśli pojadę na pielgrzymkę, nie będę miała czasu się przygotować. jazdę doszkalającą będę mogła mieć w takim razie w czwartek <bo wyjazd jest w piątek w południe>, będę zajęta, wrócę w niedzielę wieczorem, a dwie zarwane noce na pewno nie wpłyną pozytywnie na koncentrację. Z drugiej strony na egzaminie to dużo zależy od szczęścia. Jeżdzę dobrze, nie miałam nigdy stłuczki, ostatni egzamin bym zdała, gdyby nie pech już pod koniec jazdy. Nawet egzaminator odwożąc mnie do WORDA mówił, żebym się nie przejmowała, bo jeżdzę dobrze i następnym razem zdam, tylko tego dnia pecha miałam. Testów moge nauczyć się wcześniej. I zawsze mogę zdawać kolejny raz:D.

Ale musiałabym pójść do spowiedzi... Bo głupio będzie jak wszyscy będą szli do Komunii, a ja nie... Wypadałoby w ogóle iść teraz, przed świętami. Ale tak mi się nie chce...

Nie wiem, co jeszcze zrobię.

czwartek, 02 kwietnia 2009

Jeśli o czymś lub o Kimś marzę, to wszystko, to co sobie wyobraziłam się NIE spełnia. Albo rzeczywistość jest inna i dzieje się zupełnie inaczej niż w mojej wyobraźni. Jeśli na czymś mi zależy, jesli czegoś pragnę, staram się myśleć jak najmniej. Bo inaczej zapeszam.

Ostatnio za dużo myślałam.