Tagi
statystyka Marzycielska Poczta.
poniedziałek, 30 listopada 2009

Czemu ja mam zawsze kaca w poniedziałek?

Niedobrze mi.

niedziela, 29 listopada 2009

Wczoraj było super super super! Chodzi mi o imprezę ze znajomymi w pobliskim klubie. Koleżanka, a raczej przyjaciółka namówiła mnie na wyjście razem w ostatki i jeszcze M i A. Ja dałam też znać Dorocie, ona innym. Zebraliśmy się w sporą grupę, ale głównie bawiliśmy się w szóstkę. I zajebiście było. Piliśmy dużo, ja zawsze 2 piwa max na imprezie, a wczoraj to co najmniej 4 były czy 5- te co pamiętam, a jeszcze łyk tu, łyk tam. Pijani wszyscy byliśmy, ale tak pozytywnie. Mieliśmy głupawkę, dużo żartów. Zajęci faceci tańczyli nie tylko z swoimi dziewczynami, ale ze wszystkimi, nikt o nikogo nie był zazdrosny. Jak ktoś się przypałętał- to zapraszamy. Paliłyśmy też wszystkie, a zazwyczaj nie palimy. Przytulance, żarty.

Lubię moich przyjaciół, są zabawni, sympatyczni, kochani. Nawet z Joanną się wczoraj bawiłam, wesoło było. Może jest głupia, ale od zawsze imprezy z nią  były szalone.

I cieszę się, że Marta była. Tak rzadko chodzi gdziekolwiek, teraz jeszcze jest chora, to już całkiem:(. Ale dobrze się czuła wczoraj, tylko nie mogła za bardzo pić. A jak ślicznie wyglądała! Ma świetną figurę, jej piersi to mój ideał (zgrabne C). Na co dzień ubiera się na luzie i tak trochę nastolatkowo, a jak wczoraj- piękny top, śliczne dopasowane spodnie, obcasy. Umalowałam jej oczy nieco mocniej (na co dzień używa tylko tuszu, na imprezy dotychczas też tylko), wyprostowałam jej włosy. No piękna była wczoraj, każdy jej to mówił i mi się bardzo podobała.

Ja też się czułam ładnie, wygodne buty miałam;), choć na obcasie i włoski już coraz dłuższe i jakoś tak w ogóle. Coraz ktoś mnie zagadywał. Ale wczoraj bawiłam się tylko z Moimi.


A kaca nie mam prawie wcale. I strasznie głodna jestem, choć dziś wypadałoby zrobić sobie oczyszczającą głodówkę. Odtoksynić się;D.

Marta mi przywiozła torebki różnych herbat co ma w domu, bym popróbowałą. Idę zaraz zrobić sobie waniliowej. Ale i tak przede wszystkim będę pić dziś zieloną:).

 

To inni ludzie sprawiają, że każdy dzien jest inny.

środa, 25 listopada 2009

 

W miarę dobrze jest. Sympatycznie czasami. Dużo spotkan towarzyskich. Tego chciałam. I dużo nauki. No tego też w sumie chcę. :)

Jakoś to będzie.

 

niedziela, 22 listopada 2009

 

Coś bym Wam napisała. Ale jeszcze nie mam odwagi, by o tym mówić publicznie. Nie lubię mówić o swoich słabościach. To ważne, bo to duża część mnie. Jest ze mną od zawsze. Ci, co mnie znają, wiedzą o co chodzi. Jedak nie umiem o tym mówić. I pisząc tego bloga, chciałam coś udowodnić. Ależ ile można ukrywać... Może któregoś dnia...

sobota, 21 listopada 2009

 

Całkowita samotność jest, być może, największą karą, jakiej możemy doznać. Wszelka przyjemność słabnie i znika, gdy jej doznajemy w odosobnieniu, a wszelka przykrość staje się bardziej okrutna i nie do zniesienia.

  David Hume

To, że się w kimś zakochałam, popsuło bardzo fajną przyjaźń. Za dużo oczekuję?

Czy w ogóle może istnieć przyjaźń damsko-męska? Chyba tylko wirtualnie. Albo, gdy któraś ze stron jest zajęta. Albo, że nie pociągają się fizycznie. Albo, że z jakichś tam powodów nie mogą być razem. Albo, albo...

Tak, czy siak, gdy są rozmowy o związku, miłości, o spotykaniu się- kłócimy się i robi nam się smutno. A jak tylko zaczynamy rozmawiać normalnie, o wszystkim, o sobie- jest po prostu fajnie, miło. Możemy gadać godzinami. I to powinno wystarczyć...

Powinno.

Mam na języku słony smak niespokojnej skóry.
Nie wiem co będzie jutro. Nie wiem czy będzie jutro.
Wnikasz we mnie gwałtownie. Zamknięta w łuku ramion
opieram się przeczuciom. Jest jesień. Drzewa płoną
rdzawo-czerwonym blaskiem, a może to świat płonie
i kiedy się zbudzimy nie będzie już niczego.
Takie masz ciepłe dłonie. Jak niewidomy uważnie
poznajesz mnie dotykiem. Czy palce widzą więcej?
Czy zanim wiatr się zerwie zdążymy zapamiętać
dojrzały obraz września? Słony smak twojej skóry?
Zapach perfum zza ucha zmieszany z mchu wilgocią?

Słońce liśćmi pocięte układa się na twarzach
w marmuru drżące wzory. Jest jesień. Dzień miodowy.
Jutro nas tu nie będzie. Jutro nas tu nie będzie.

 

Nie chcę cię dotknąć
Boję się
Boję się twego bólu
Chcę ci zostawić twą samotność
A swą obecność zamienić w czułość
Jesteśmy inni
Każde z nas
Ma swoje tajemnice ciemne
Kolczasty
Dziki
Suchy chwast
Nadzieje nadaremne
Spotkali się
Któryś tam raz
Śpiąca królewna ze ślepym królem
Chcę dać ci to
Co mogę dać
Czule
Czulej
Najczulej


Kto liczy nasze pocałunki,
kto na nie zważa?
Ludzie mają troski i sprawunki,
Bóg światy stwarza...
Zapomniane przez nas dwoje ich różowe mnóstwo
spada na dno naszych dusz
jak płatki miękkich, najpiękniejszych róż...
Tam leżą i ciasno zduszone na sobie
słodkim olejkiem się pocą,
który rozpachnia się w nas każdą nocą
i każdym ranem
i życia zwykłego jesienne ubóstwo
czyni róż krajem, perskim Gulistanem.
Kto nasze pocałunki liczy?
Kto na nie zważa?
Bóg światy stwarza,
nie zapisuje w księgach słodyczy...

 

 

piątek, 20 listopada 2009

 

Największy ból, gdy rany zadają najbliżsi.





A tak to leci..

środa, 18 listopada 2009

 

Dziś zaczął się dwudziesty drugi roczek. Tradycyjnie przesiedziałam do drugiej w nocy, gdyż o tej godzinie się urodziłam. Niewesołe myśli były. To był ciężki, stresujący rok.

 

Pozytywne rzeczy? :

  • poznanie siostry i spotkania z nią. Ale tylko 4- czyli mało.
  • poznanie Tomka i weekendy z nim. 4- jak mało!
  • zdałam prawo jazdy. Ale zabawne- bardzo rzadko jeżdzę teraz autem, przed prawkiem częsciej;D.
  • wyprowadziłam się z domu! Odważyłam się i jakoś sobie radzę. Ale często bym sobie nie poradziła, gdyby nie pomoc T.

 

I w tej chwili trudno mi sobie coś więcej przypomnieć. Może to, że;

  • jeszcze żyję;D
  • i zapuściłam włosy
  • i trochę schudłam.
  • mam kilku przyjaciół wciąż i zyskałam nowego, szczególnego.
  • fajne praktyki, nauka migowego.
  • w szkole ok, bez większych problemów.
  • poznałam kilka interesujących osób.

 

Ale...

  • jaka SAMOTNOŚĆ
  • ciągła bieda
  • rozstanie się mamy z mężem, to nie jest łatwe. Ja uważam, że to dobra decyzja, ale szkoda, że tak musiało się stać. I ile to nas wszystkich kosztuje.
  • zmierzenie się z swoją niepełnosprawnością, od lat tak mi to nie dokuczyło jak przez ostatnie kilka miesiecy. I nic nie umiem poradzić na to.
  • moje ego jest malutkie
  • ile nocy przepłakanych
  • bezsilność
  • w ogóle brak wiary, nie byłam u komunii od maja i nie wybieram się, nie czuję potrzeby. Ostatnio się kilka razy pomodliłam, ale..
  • katastrofy, które zdarzają się moim najbliższym. To mnie stresuje i martwię się o nich. Szczególnie o mamę. Przez ten rok zrobiła się taka słaba!
  • i ja też jestem
  • MAM CIĄGLE PECHA! jak tylko potrzebuję szczęścia, dobrej woli, czy nawet normalnej sytuacji- to nie wychodzi. Wszystko się pieprzy.
  • I z optymistki stałam się marudą. Pesymistką jeszcze nie, ale...

 

Boję się nastepnego roku. Naprawdę się boję.

 

Chciałabym być po prostu szczęśliwa.

 

 

poniedziałek, 16 listopada 2009

 

Trochę się boję.

 

niedziela, 15 listopada 2009

Zaskoczyła mnie dziś koleżanka z roku. Powiedziała, że u niej w domu złoszczą się na nią, że studiuje. Chcą, by rzuciła szkołę i pracowała. Rozumiem, że może jest im ciężko. Ale co ona będzie robiła po ogólniaku. Żadnego zawodu. U mnie też klepiemy biedę, ale wykształcenie to ważna rzecz i rodzice zazwyczaj wspierają dzieci w nauce. Tym bardziej, że Dorota jest na czwartym roku i naprawdę szkoda rzucić szkołę teraz.

 

A tak to leci.. Babci niewiadomo co jest, przenieśli ją na kardiologię, miała stan zawałowy. Mają problem z nią, bo wymiotuje dużo, niewiadomo czemu. Robią badania wciąż, jutro dowiem się więcej. Dziś lekarz zabronił odwiedzać, bo się babcia denerwuje, trzeba ją ustabilizować. Więc było czworo osób tylko u niej, a to i tak sporo, jak miała być tyklo jedna;D. A babcia ma ośmioro dzieci.

Ale zachowuje się, jakby miała tylko jedno dziecko.. Adasia. Czasami aż przykro słuchać, jak ona się o niego stara i za nim lata, olewając pozostałe dzieci. Wnuki też. Pokłóciłam sę z nią ostatnio o to. Nasze stosunki trochę się ochłodziły i może zabrzmi to chłodno, ale nie przemuję się tak strasznie tym, co sie jej dzieje. Bardziej się zdenerwowałam, że mamie coś mogło się stać, jak uderzyli w tę karetkę. I krzyk babci- Co się dzieje z moim synem! O córkę już nie spytała..

 

I mam taki ogólny dystans dziś do wszystkiego. Taki odlot. Wyłączyłam się.

 

 

Wstałam rano, niewyspana, zmeczona po wczorajszych baletach. Marudziłam, jak mi to źle, jaka ja jestem biedna i do niczego. Ale teraz... To był pryszcz w porównaniu z tym, co działo się wieczorem.

Babcia moja mieszka na tej samej ulicy co my, z najmłodszym synem, kawalerem. I wieczorem źle się poczuła, bardzo ją bolał żołądek. I Adam zadzwonił do mamy, czy by nie pojechała z nim do szpitala, a wezwał już pogotowie. Mama w moment się ubrała i poleciała. A potem już poszło...

Zabrali babcię, a Adam z mamą pojechali za karetką autem. Jechali dość szybko przez las. Gdzieś w rowie wylądował inny samochód przed nimi, i karetka wioząca moją babcię zatrzymała się nagle przy tym aucie. A Adam nie zdążył wyhamować i stuknął w karetkę. Nie miał pasów zapiętych i wybił swoją głową szybę. Mama miała zapięte i cudem się jej nic nie stało. Notabene- to drugi jej wypadek samochodowy w tym miesiącu, co auto jest skasowane, a ona cało tego wychodzi. Karetce odpadł tylko zderzak i zarysowana karoseria, zać Adam ma cały przód skakowany. Babcia mało zawału nie dostała, ciśnienie jej skoczyło. Przyjechała druga karetka, policja i straż pożarna, wyciągali tamten samochód z rowu. Adam zalany krwią, mama się trzęsła. Zadzwonili po resztę rodzeństwa, przyjechała ciotka z mężem prosto z wesela, ubrani na galowo, są niepijący, więc byli trzeźwi i jeszcze wujek L. i mój brat cioteczny, jednym słowem- pół rodziny. Odholowali Adama do domu, a drudzy pojechali do szpitala, za babcią.

A w szpitalu.. Zrobili jakieś badania i wyszło, że babcię boli, bo ma jakiegoś guza w żołądku. A jej mama zmarła właśnie na raka żołądka... Ogarnął nas zimny strach...

I jesteśmy w takim szoku, że śmiać nam się chce. Do tego pecha brakuje tylko tego, by ktoś przyszedł i podpalił nam dom.  Nie zdziwiłabym się.

sobota, 14 listopada 2009

Dużo rozmyślań nad swoimi ograniczeniami, problemami. Sa rzeczy, których chyba przeskoczyć nie potrafię.

czwartek, 12 listopada 2009

 Jeszcze w szkole nie byłam;D. Dziś pójdę. Na świra. Wrr!

niedziela, 08 listopada 2009

Dowiedzieć się w niedzielę wieczorem, że następnego dnia zajęcia odwołane. Bezcenne:)

Zapowiada się miły poniedziałek:)

Zaprosiła mnie A na spacer. A mnie wzięła mnie wena na gadanie. Opowiadałam jej sporo. O filmach, książkach, blogach <jak różni są ludzie i jak różne są punkty widzenia>, przykłady, kwestie, które mnie ostatnio poruszyły, co myślę, co mi sią zdarza. Powiedziała, że dobrze się jej mnie słuchało, że dowiedziała się wiele ciekawych rzeczy. Aż mi się miło zrobiło:).

 

  Musi być kiedyś dobrze. Kiedyś mi się ułoży. I w zdrowiu i w miłości i finansowo.

  A przyjaźń.. Ostatnio stwierdziłam, że mam coraz więcej koleżanek, a coraz mniej przyjaciół. Chodzi mi o takich prawdziwych, przez duże P. Że mam kilka bardzo dobrych koleżanek i kolegów. A Przyjaciół? Dwoje, troje. Max 5 osób.

 

  Ja wiem, że ciężko ze mną sie ostatnio bawić, że jestem coraz bardziej zgorzkniała. Staram się nie marudzić, ale nie umiem już się tak beztrosko szaleć jak kiedyś. Że jak ktoś do mnie pisze, to dowiaduje się co nowego mi się zdarzyło i jest to zazwyczaj negatywna rzecz. Ale co ja poradzę... Jak naprawdę wiele się pieprzy. I parę osób sobie odpuściło kontakt ze mną. Cóż, nie będę kłamać, że jest wszystko super. Bo nie jest.

 

Radością jest chyba to, że mieszkam teraz na stancji, że jako tako daję radę, że mam od kogo pożyczyć w razie czego. Mam fajne współlokatorki, mam z kim wyjść na imprezę. Że z mamą żyję naprawdę dobrze, z rodzeństwem w miarę też. W szkole jak na razie dobrze, choć bardzo brakuje mi M. Sporo czytam, sporo piszę <ale tak do zeszytu i nie chce mi się tego tu przepisywać>. I tak jakoś leci... Żyję.

I pamiętam- zawsze może być gorzej.

 

P.S. I kurwa, chomik zwiał z klatki. Wygonić koty!

 

sobota, 07 listopada 2009

Z tego stresu zeświruję niedługo. Nie wiem jak długo wtrzymam. Okres przez to mi się spóźnia już kilka dni, co jest dodatkowym stresem. Bo przychodzą myśli, czy nie jestem... Jakby normalnych kłopotów było mało. No i jak żyć spokojnie.

 
1 , 2