Tagi
statystyka Marzycielska Poczta.
sobota, 29 listopada 2008
Nie jestem zabawką!
piątek, 28 listopada 2008

Pomieszanie z poplątaniem.

I nie wiem komu mogę ufać.

I czy w ogóle ufać..

czwartek, 27 listopada 2008

Dobry humor dziś mam:)

Dobrze się czuję, jakoś ładnie, szczupło:)

Spotkałam kilku fajnych znajomych

Kolokwium dobrze mi poszło, nawet bez ściągania heh.

Kilka miłych propozycji. Nie wiem jeszcze czy z nich skorzystam, ale ale:)

Wreszcie coś się dzieje.

środa, 26 listopada 2008

Chyba robię sie nudna.

Ciągle to samo.

Samotność, smutek, użalanie się nad sobą.

Nie lubię tego.

W realu staram się trzymać.

Tu jest moje miejsce na żale.

Jesli komuś się nie podoba.

Trudno.

Przepraszać nie będę.

To po prostu cięższy okres w moim zyciu, dlatego zaczęłam pisać. By wyrzucic to z siebie.

Nie próbuje udawać jakiejś wyzwolonej suki, zołzy, która ma gdzieś facetów, która ich tylko zalicza. Jestem zwyczajna, jestem sobą.

Bywam nieśmiała. Muszę kogos lepiej poznać, by sie przed nim otworzyć. Mam kilka kompleksów, wad. Czuję się często głupituka, mało atrakcyjna. To ostatnio. Bardzo brakuje mi czasów kiedy bywało lepiej. teraz jest niemal jak w LO.

Dlategoz MAM jeszcze nadzieję, że ten czas minie, że będę mogla juz niedługo opowiadać milsze rzeczy:).

Pozdrawiam wszystkich, którym jeszcze chce się czytac to wszystko.

A teraz ide się uczyć francuskiego:).

Na kolokwium oczywiście:) 

 

Myślałam
Wreszcie będę mówić

Tyle się we mnie
słów zebrało

Tyle słów
dojrzałych i twardych
jak ziarnka żyta
cierpkich
jak gruszki polne
aksamitnych
jak pszczoły

Myślałam
Dam ci te moje słowa

(...)

17:22, aniolek_ola , Przeczytane
Link Komentarze (2) »
wtorek, 25 listopada 2008

Nie mogę spać.

A policzki pieką. Zaraz spłonę. Kto tak myśli o mnie? Kto??

Stwierdziłam dziś, że moje życie uczuciowe mozna podzielić na okresy. Cechuje je zmienność na lata dobre i na lata złe. 

A więc od początku. W podstawówce oczywiście nie myślałam za bardzo o chłopakach:). Koleżanki, nauka, zabawy. Gdy miałam 10 lat, poznałam na koloniach Wojtka. Heh, z 6 lat się w nim bujałam, nawet z wzajemnościa, ale nie byliśmy parą. Mielismy do siebie sentyment. Ale w miedzyczasie sporo się działo. W gimnazjum nowe znajomości. Pierwsze flirty, miłości. Teraz to nawet trudno mi zliczyć ich wszystkich:). Najbardziej to pamiętam Bazyla, naszego klasowego oryginała, który wiersze mi pisał. Z błędami ortograficznymi, ale liczy sie chęć!:). Jeszcze teraz, gdy przeglądam pudełko z pamiątkami, ogarnia mnie śmiech:). Ogólnie gimnazjum to był dobry czas. Miałam świetna klasę, przemiłych nauczycieli, udzielałam się bardzo. Zawsze ktos tak koło mnie był, w moim sercu, w myślach.

A potem LO. Jedno z najlepszych w mieście, profil humanistyczny. Wakacje po gimn dały mi nieźle w kość. Do liceum szłam bardzo rozczarowana, rozgoryczona, zamknięta w sobie. Oczywiście stres, jak ja sobie poradzę. Niewiele się odzywałam, w domu tez miałam kłopoty, także fiansowe. W nowej klasie więc zaklasyfikowano mnie do szarych myszek. Początkowo było mi to obojętne, nie miałam ochoty się wychylać. Oczywiście ilość facetów ograniczona. Niby byli w innych klasach, ale przeciez sie nie udzielałam, więc jak miałam ich poznawać. Coś tam było, z kimś sie ogólnie kręciło, ale nic poważniejszego nie było. Do tego problemy ze zdrowiem- lekarze, szpital, operacja- wiec dodatkowe uziemienie w domu. Pierwsza i druga klasa LO, to był więc dolina.

Kiedy juz nieco wyzdrowiałam, postanowiłam częściej bywać na imprezkach. Już na pierwszej disco poznałam Adama. Gdy weszłam na salę, rozejrzałam się i wytypowałam trzech najfajniejszych. On był jednym z nich i sam do mnie podszedł:). Ech, mój urok:). Spotkania, pocałunki- byliśmy razem 10 miesięcy. (chciałam wspomnieć, że pierwszy raz całowałam się, gdy miałam 14 lat, a teraz to bym tego gościa na ulicy nie poznała heh). Z Adamem zaczęło psuć, rozstaliśmy się- ja zerwałam. Trochę Ł. namieszał. Z nim tez sie spotykałam, fajny był. W tym czasie poznałam też Tomka. Zakochałam się na maksa. Wszystko mi się w nim podobało. To jak sie stara, jak się zachowuje, jaki jest, jakie ma podejscie do życia, plany. Czułam sie przy nim bezpiecznie, wspaniale. Nagle bach. Przeszło mu uczucie. Ziemia usunęła mi sie spod nóg, nie spodziewałam sie wcale. Odszedł bez słowa, tak po prostu przestał sie odzywać. A ja idiotka martwiłam się, że coś mu się stało!

To było akurat tuż przed studiami. Rzuciłam sie w wir studenckich imprezek. Alkohol, fajki, całe weekendy przebalowałam. Gdzieś tam zobaczył mnie Artur. Zdobył nr, pisał, spotkalismy się. Na pierwszej randce powiedziałam mu, że nienawidzę facetów:). I dalej balowałam. A on? Po prostu był obok. Często zawoził mnie na imprezki, patrzył, gdy bawiłam sie, całowałam z innymi, odwoził mnie i moje przyjaciółki pijane do domu. Zaczął sie adwent, zapraszał mnie na pizzę, kawę, przyjeżdzał. Całowalismy sie itp, ale wciąż nie byłam pewna czy to on. Jednak pod koniec grudnia zmarł mi ktoś bliski, zawiodła przyjaciółka i wszystko było nie tak. Miałam straszną depresję, walił mi się świat. I to własnie Artur był ze mną. Pamiętam sytuację, jak odebrał mnie z uczelni i wręczył mi wielkiego misia. Miś brzydki, ciapek go nazywam:). Rozpłakałam się. Tulił mnie, miał kurtkę mokrą. I.. płakał ze mną. Bardzo się o mnie troszczył. Sylwestra spedziłam z nim i z jego przyjaciółmi. O północy, w świetle fajerwerków wyznał mi miłość, że mnie kocha. Od tamtej pory bylismy razem. Półtora roku. Pokochałam go. Ale.. Nie układało się nam za bardzo, wiele nas różniło, z mojej strony zaczęło trzymac tylko przyzwyczajenie. A. ma duzo wad, które na dłuższą mete wkurzają. Rozstanie było ciężkie, on tego nie chciał, ciągnęło się to do maja.

Od tamtej pory jestem sama. Na początku skoncentrowałam sie na nauce- sesja, kilka egzaminów z całych dwóch lat. O dziwo, dobrze mi poszło, srednia 4 z kawałkiem. później imprezki, nowe znajomości. Ale nie chciałam sie w nic wdawać. Primo- stwierdziłam, że musze odpocząć, że od trzech lat jestem non stop w jakimś związku, że musze pocieszyć się wolnością. Poza tym nie chcę wpakowac się znów w związek z kimś, kto mi się od razu nie spodobał. Że to i tak nie wyjdzie. No więc wakacje minęły szybko, dość pogodnie, miałam pracę, poznałam kilka nowych osób, parę flirtów, ale jakoś nic nie wychodziło na dłuższą metę. Spotkałam się z dwoma goścmi z netu. Pierwszy mi się nie spodobał, jakoś nie te feromony, choć on cały czas pisze, przyjeżdza. Drugi fajny, ale oboje stwierdzilismy, że nic z tego nie bedzie. Po drodze akcje z Wróblem, Tomkiem, jednorazowa przygoda z jednym eks:P, Darkiem  i kilkoma innymi, których nie chce mi sie nawet tu opisywać.

Ogólnie teraz samotność. Nie moge spotkac faceta, który mi się niemal od razu spodoba i ja jemu też, że bedzie wszystko ok, chemia itp. Spędzam samotnie weekendy, wieczory. Moi przyjaciele sie starają, ale.. Brak mi męskiego ramienia, ciała do którego mogłabym sie przytulic, pocałunków, poczucia bezpieczeństwa, tego, że sie kocha i jest kochanym. Bardzo mi tego brak. To juz nawet nie chodzi o seks (wprawdzie tez jest ważny, ale to juz innym razem cos powiem), tylko o poczucie bliskości. Nie chcę byc już sama.

Nie wiem, co ja mam teraz robić. Szukać czy też po prostu czekać.

poniedziałek, 24 listopada 2008

Owszem rozczarowania bolą. Ale jest coś, co pomaga bardzo. Przyjaciele.

W sobotę wyszła głupia sytuacja. Nie chcę opisywać, szkoda słów. Popełniłam pewne głupstwo i moi przyjaciele, z którymi wtedy byłam, bardzo sie tym denerwowali, ale niewiele na to wpływu mieli. Uważałam, że ich pomoc nie jest mi potrzebna ( nie była ) i że przesadzają. Byłam nawet na nich zła. Jednakże przyjechali do mnie w niedzielę wieczorem i powiedzieli jak ta cała sytucja wygladała z ich strony, że mieli prawo sie o mnie martwić. Zwłaszcza Adrian mnie zdrowo objechał. Na początku sie nieco stawiałam, ale potem zrozumiałam i zrobiło mi się cholernie wstyd. W ogóle popłakałam się, to rozczarowanie i swiadomość, że zachowałam sie jak idiotka- dobiło mnie całkiem.

A oni po prostu mnie przytulili, pocieszyli, rozśmieszyli. Pożegnalismy się w miłej atmosferze, z buziakami. To jest prawdziwa przyjaźń. Pomaganie nawet, gdy druga osoba nie oczekuje pomocy, gdy jej nawet nie chce. I wiele innych. Dziś. Madzia, Aga, Dziewczynka, Natalka, mama, Kasia, siostra Zosia. Są zawsze przy mnie. Zwłaszcza teraz, gdy jestem sama, gdy sie poddaję. Ciepłe słowo, uścisk rąk. I to przyjaciele od lat. Jedynie Adrian jest taki z nowszych.

W życiu mi się poszczęściło, jeśli chodzi o to.:):):)

Michał: nie wiem czy znieczulica tak ułatwia życie. Dystans- owszem. Ja za bardzo się przejmuje wszystkim, ale wrażliwość nie jest złą cechą. Bo przecież warto czuć czyjąś życzliwość, czyjeś cierpienie i ból, współczuć. Warto cieszyć się czyimś uśmiechem, spojrzeniem, urokiem chwili, byc wrażliwym na uczucia drugiego człowieka i jego potrzeby.

UT- Ty też się trzymaj. A słońce będzie na pewno:)

niedziela, 23 listopada 2008

Płyną gorzkie łzy..

12:17, aniolek_ola
Link Komentarze (6) »
czwartek, 20 listopada 2008
Mamuś poradź mi jak chłopa wyrwać jaki on ma być?
- Córko przedesyćkim to ma być łoscędny, troche psygłupi i nierusany...
Za parę dni córka wpada do domu i krzyczy do matki:
- Mamuś mam chłopa idealnego mój ci on bedzie...
- Byłam z nim w hotelu na trasie..
- I co - pyta matka...
- No i jak wesli my do pokoju to stały dwa łóżka - on mówi: złączymy oba
coby z dwóch nie korzystać
- No to łoscędny, mówi matka
- A psygłupi troche?
- Mamuś psygłupi, bo poduszke zamiast pod głowe pod tyłek mi podłożył...
- A nierusany?!? - pyta matka
- Mamuś na pewno ci nierusany bo jesce folijke miał na siusiaku
21:05, aniolek_ola , Śmiesznie
Link Komentarze (10) »

Koniec z frajerami.

wtorek, 18 listopada 2008

I przybył kolejny roczek. Czuję się dość staro, ale nie jest tak źle:). Najwyżej dojrzalej. Nie jest to w końcu -naście lat.

Wracam pamięcią do zeszłorocznych urodzin. Były inne niż te. Bardziej huczne, bogatsze. Zaprosiłam przyjaciół, byłam jeszcze z Arturem. Spora imprezka, dostałam super prezenty. W tym roku skromniej, nie robie balangi. Te pieniadze, co bym wydała na jedzenie i alkohol, wole przeznaczyć na elegancki płaszczyk, mama mi ma dołożyć. Zadowolę się życzeniami:). I tak mi bardzo miło, ze tyle osób pamiętało. Usłyszałam wiele ciepłych słów od przyjaciól, rodziny, znajaomych. Jednym z najmilszych prezencików są dwa aniołki od Madzi, białe z koronki, ale jakos stoją.  Piękne. Że niby ja i ona, że razem, obok siebie.

Wygrałam kiedyś w jakimś konkursie książeczkę ks. kardynała Wyszyńskiego "Druga kromka chleba". Są tam złote mysli, cytaty, Jego wypowiedzi na każdy dzień roku. Ile razy otwieram książeczkę na okreslonej dacie, to jestem zdumiona jak trafia w mój nastrój, w moje potrzeby, w moje zagubienie. Na dzisiejszy dzień taki tekst:

Człowiek zostawi na ziemi wszytsko: urzędy i godności, biura i gigantyczne fabryki, olbrzymie miasta i nowoczesne mieszkania. zabierze tylko jedno- nawet nie wiarę, bo ona się skończy, gdy ujrzymy boga twarzą w twarz, nie nadzieję, którą żyjemy dzisiaj, lecz miłość. tylko ona jedna nie ustaje.

I to na dzień moich urodzin. Wiadomo co dla mnie ważne.

 

18 listopada, o 2.10 w nocy, 21 lat temu przyszłam na świat Ja.

Jak się tu dostałam
I co przywiodło mnie
Czy ludzka ma natura
Czy szybki życia bieg



...Płakać mi się chce



Na pewno mamy powód
Powód aby trwać
Powód by się poddać
I BY OPIERAĆ SIĘ



...już gubię się



Matko Ziemio, Ojcze w niebie
Czy słyszycie mój krzyk, to ja
(Ja) Gonię swój cień i kręcę w kółko
Głową uderzam o mur
Nieuchronnie spadam w dół
Czy złapiecie mnie?



Gdzie znaleźć mam odpowiedź
W modlitwie szukam jej
Czy jest ktoś kto mnie słyszy
Kto o mnie troszczy się



...Błagam o znak



Matko Ziemio, Ojcze w niebie
Czy słyszycie mój krzyk, to ja
(Ja) Gonię swój cień i kręcę w kółko
Głową uderzam o mur
Nieuchronnie spadam w dół
gonię za cieniem
Czy złapiecie mnie?
Chyba spadam w dół
gonię za cieniem
Czy złapiecie mnie?

Próbuję czuć się dobrze
i każdą chwilą żyć
By stąpać móc po wodzie
Zbyt cenny jest nasz czas
Pamiętam to co było
Lecz nie chcę wracać by
Gonić cienie, gonić cienie..

Ewelina Flinta - "Goniąc za cieniem"

poniedziałek, 17 listopada 2008

Pieniądze szczęścia nie dają, ale szkoda jak ich nie ma. Mam ostatnio kłopoty finansowe, tylu rzeczy potrzebuję, ubrań, kurs mi się marzy, a tu d... Trzeba pasa zacisnąć i nie wygląda, żeby to na razie mogło sie zmienić. Aj;///

Chyba poszukam sponsora:)

Bezinteresownego oczywiście:)

piątek, 14 listopada 2008
Kobieta: Kiedy ma 5 lat: Ogląda się w lustrze i widzi księżniczkę. Kiedy ma 10 lat: Ogląda się w lustrze i widzi Kopciuszka. Kiedy ma 15 lat: Ogląda się w lustrze i widzi obrzydliwa siostrę przyrodnia Kopciuszka: "Mamo, przecież tak nie mogę pójść do szkoły!" Kiedy ma 20 lat: Ogląda się w lustrze i widzi się "za gruba, za chuda, za niska, za wysoka, włosy za bardzo kręcone albo za proste", ale mimo wszystko wychodzi z domu. Kiedy ma 30 lat: Ogląda się w lustrze i widzi się "za gruba, za chuda, za niska, za wysoka, włosy za bardzo kręcone albo za proste", ale uważa, że teraz nie ma czasu, żeby się o to troszczyć i mimo wszystko wychodzi z domu. Kiedy ma 40 lat: Ogląda się w lustrze i widzi się "za gruba, za chuda, za niska, za wysoka, włosy za bardzo kręcone albo za proste", ale mówi, że jest przynajmniej czysta i mimo wszystko wychodzi z domu. Kiedy ma 50 lat: Ogląda się w lustrze i mówi: "Jestem sobą" i idzie wszędzie. Kiedy ma 60 lat: Patrzy na siebie i wspomina wszystkich ludzi, którzy już nie mogą na siebie spoglądać w lustrze. Wychodzi z domu i zdobywa świat. Kiedy ma 70 lat: Patrzy na siebie i widzi mądrość, radość i umiejętności. Wychodzi z domu i cieszy się życiem. Kiedy ma 80 lat: Nie troszczy się o patrzenie w lustro. Po prostu zakłada liliowy kapelusz i wychodzi z domu, żeby czerpać radość i przyjemność ze świata. Może wszystkie powinnyśmy dużo wcześniej założyć taki liliowy kapelusz...
Tomasza poznałam kilka miesięcy temu w domu swojej koleżanki. Pojechałyśmy od razu po zajęciach do niej i miałam zostać u niej na noc. On tam był. Wieloletni przyjaciel rodziny Madzi. Przyjechał w czymś tam pomóc w garażu. Akurat zajechałyśmy na obiad. Pierwsze wrażenie- "Matko, co za przystojny mężczyzna!". Tak, mężczyzna. Nie facet, nie chłopak. Bo Tomasz ma 34 lata. Pomyślałam, że chciałabym by mój mąż taki był w tym wieku. Nie chodzi mi tylko o wygląd. Było w nim coś dojrzałego, opiekunczego, a jednocześnie urok wiecznego chłopca. Popołudnie spedziłam z Madzią na rozmowach, spacerze. Tomasz został też na kolacji, przyjechał też drugi kolega Madzi. Zaczęliśmy ogladac komedię, przy okazji ogólnie żartowalismy, Było naprawdę fajnie. Miałam wtedy ciężki okres, rozstawałam się z Arturem, kosztowało mnie to wiele nerwów, w domu też nieciekawie. Miła atmosfera sprawiła, że zapomniałam o swoich smutkach, uśmiechałam się. Czułam się swobodnie. Tomasz mi się spodobał, ale pomyślałam, że z pewnością ma żonę lub kobietę- taki facet na pewno nie jest sam. Dlatego było dla mnie zaskoczeniem, gdy późnym wieczorem wszyscy wyszlismy na schody (był piekna majowa noc) Tomasz mnie mimochodem objął. Gdy juz pojechali, napisał sms do Madzi, że ma fajna i ładną koleżankę:). Dowiedziałam się wtedy od niej, że jest on kawalerem, bardziej z wyboru, że nie ożenił sie nigdy, bo nie chciał, i że ma w ogóle córkę. Wpadł, gdy miał 20 lat, ale z tą kobietą nie żyje. Błąd młodości, ale z córka ma świetny kontakt, że ona czesto do niego przyjeżdza. Widziałam zdjęcia- śliczna dziewczyna.
Jeszcze tej nocy śniło mi się, ze sie kochamy. Bardzo mnie pociągał, a nawet jego wiek mi nie przeszkadzał. No cóż, mam słabość do starszych facetów.
Ale później zapomniałam o nim. Miałam swoje kłopoty, ciężka sesja, potem wakacje, praca.
Jakiś czas temu poprosił Madzię o mój nr gg. Ma taka pracę, że miewa nocne dyżury i siedzi całą noc przy komputerze. Pisał do mnie. Bardzo dobrze mi się z nim rozmawia, choć z początku byłam nieco skrępowana. Rozmowy o życiu, samotności, miłości. Zauważyłam, że dobrze zna kobiety. Z czasem rozmowy zamieniały się w lekki flirt. Nie przegina. Nie pisze wprost o seksie. Ale.. Jest między nami takie napięcie, że wiem, że jeśli tylko będzie ku temu okazja, doprowadzi to tego, ze mu się oddam. Z pewnością byłoby wspaniale. Wygląda na doświadczonego kochanka z fantazją.
Miałam ostatnio dołka i nawet opowiadałam mu o tym. Tomasz powiedział, że w tej chwili to remontuje mieszkanie, ale jak tylko skończy, to chciałby mnie zaprosić. Nawet na kilka dni. Żebym sie rozerwała, zapomniała o wszystkim, żebysmy mogli spokojnie pogadać. Propozycja miła. Tylko wiadomo, ze rozrywkę z pewnościa zapewniałby mi tez nocami... Napisałam, że się zastanowię.
Póki co, postanowiłam pogadac z Madzią. bo jej nie mówiłam, ze tyle piszę z Tomaszem, a ona go najlepiej zna.
Trochę mnie zaskoczyła. Powiedziała, że w miarę lubi T. ale mnie bardziej. Nie życzy mi takiego faceta.
Okazuje się, że jest on typowym Casanovą. Z żadna nie był długo, że zdradzał, oszukiwał. Z jedną był dłuzej, ale zdradził ją z jej siostrą. Że wiele kobiet skrzywdził. Że może setki ich nie było, ale dziesiątki z pewnością. Że nie ma problemu, by sobie jakąś znaleźć do łóżka.
Wróciłam do domu z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony i tak myśłałam, że nic z pewnością by z tego nie wyszło, za duza różnica wieku, że byłby to tylko krótki romans. Ale.. Gdy myśłę o tamtych kobietach, nieco mnie odrzuca.
Raczej nie odwiedzę go.
I w taki sposób mało nie zostałam uwiedziona przez wiecznego Don Juana. Mogłoby być miło, ale mógłby mnie też skrzywdzić. Bo anuż bym się zakochała? A byłabym tylko jedną z wielu..
środa, 12 listopada 2008

Tobie chodzi tylko o łóżko,

A ja jestem małą kaczuszką,

Której trzeba miłości i wsparcia

I czasem czegoś do żarcia..

poniedziałek, 10 listopada 2008

A może by tak zaszaleć?

sobota, 08 listopada 2008

Czy nieśmiałość może być paraliżująca? Że nie jest w stanie się przemóc, by z kimś się spotkać, by porozmawiać, by dotknąć drugiego człowieka? Może być klatką, w której siedzi dana osoba zamknięta przed światem. Zamknięta przed przyjaźnią, miłością.

Pytanie pierwsze: Czy ktoś/ coś ją zamknęło w tej klatce, czy zrobiła to sama?

Pytanie drugie: Czy ta osoba musi wyjść z klatki, czy wystarczy, że kogos wpuści?

Pytani trzecie: Czy ona chce w ogóle wyjść?

Pytanie czwarte: Jak ją przekonać, że jak wyjdzie to może będzie bardziej podatna na ciosy, ale.. Ale pozna smak miłości, bliskości drugiego człowieka,  szczerego uśmiechu,  radości dnia codziennego. Smak szaleństwa, spontaniczności.

Ja do drzwi klatki zapukałam. Raz, drugi. Nie otworzono mi. Być może ze strachu. Ale tego nie wiem.

Poddałam się.

----

Pomyślałam, że bardziej odpowiednim określeniem jest domek niż klatka. Nieśmiała osoba mieszka w tym domku i porozumiewa się z innymi przez okno. Ale żeby być z kimś naprawdę, ktoś musi otworzyć drzwi, przejść próg. Wpuścić do siebie lub chociaż wyjść.

Nie wiem, może sie mylę.

czwartek, 06 listopada 2008

Wczorajszy dzień był ok. Spotkałam kilka miłych mi osób, które (choć krótko się z nimi widziałam), bardzo podniosły mnie na duchu. Życzliwość, szczery uśmiech, serdeczne słowa, radość ze spotkania, uścisk rąk. Jak wspaniale mieć przyjaciół.

Dziś dzień nieco smutniejszy, może ta pogoda tak na mnie działa. Na zajęciach jeszcze jakoś usiedziałam, zmuszano mnie do myślenia i aktywności, ale za to w domu rozłożyło mnie. Psychicznie i fizycznie. Zaczynam długi weekend. Mam zamiar zaszaleć. Jeszcze nie wiem jak to dokładnie będzie wyglądało. Kumpela chce kupic ze dwa wina i upić się ze mna. I jeszcze dwóch eksów proponuje mi spotkanie w weekend:/. Nie chcę, nie chcę wracać, nie chcę zaczynać nic z nimi. Nie chcę też, by powtórzyła sie sytuacja z A. co wtedy. Chciałabym kogoś nowego, świeżego. By móc się smiać, nie mieć o nic żalu, by wszystko było jasne wesołe. By pofrunąć wysoko, odlecieć.

...

bez ciebie jak
bez uśmiechu
niebo pochmurnieje
słońce
wstaje tak wolno
przeciera oczy
zaspanymi dłońmi
dzień -

szeptem modlę się do uśpionego nieba
o zwykły chleb miłości

 
1 , 2